Discussion:
polityka paszportowa PRL
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
Dysiek
2006-05-20 10:09:21 UTC
Permalink
Witam

Na jakiej zasadzie mozna bylo wyjechac z PRL do krajow kapitalistycznych i
demoludow? Na czym polegala liberalizacja polityki paszportowej w latach
'80?

Pozdrawiam
Dysiek
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Jacek.
2006-05-22 07:06:20 UTC
Permalink
Post by Dysiek
Na jakiej zasadzie mozna bylo wyjechac z PRL do krajow kapitalistycznych i
demoludow? Na czym polegala liberalizacja polityki paszportowej w latach
'80?
Paszporty obywateli były przechowywane w referacie spraw paszportowych
MSW. Były oddzielne paszporty na kraje "demokracji ludowej", cały świat
i paszporty służbowe. Wydzielano je zależnie od potrzeby.

W celu otrzymania paszportu i pozwolenia na wyjazd składało się
wypełniony formularz o wydanie paszportu, w którym pisało sie dokąd, w
jakim celu itd.. Załącznikiem do formularza musiało być zaproszenie od
osoby lub instytucji "stamtąd", pozwolenie na wyjazd od kadr w pracy i
parę innych kwitków - zależnie od aktualnych zarządzeń. Po jakimś czasie
dostawało się (lub nie) tzw promesę, z którą biegało się po wizy, bilety
i przydział walut obcych, których zakup wpisywano do specjalnej
książeczki walutowej. Reszty figur baletu z promesą nie pamiętam. Po
załatwieniu wszystkiego waliło się po własny paszport z wbitym kuriozum
pt. polska wiza wyjazdowa. Osoby, które dostały zezwolenie na wyjazd na
stałe dostawały osobną pieczęć z wizą w jedną stronę.
Zależnie od miejsca pracy była jeszcze rozmowa z bezpieczniakiem -
zachować tajemnicę, słuchać kto co mówił i robił, po powrocie meldować.
Oczywiście dostając paszport trzeba było zostawić dowód osobisty - no i
w drogę.

W latach 80 najważniejszymi zmianami było złagodzenie kryteriów
przydzielania paszportu i to, że sprawy paszportowe przeszły do
administracji lokalnej. Ponadto zniesiono promesy oraz wizy wyjazdowe.
W zamian wymyślono karty przekroczenia granicy - świstki papieru z
pieczątką, które dostawało się przy wyjeździe i należało zwrócić
przyjeżdżając. Zwracane karty WOP-ista wyrzucał do kosza nie oglądając.
Za to jak się zgubiło kartę, a komendant WOPu chciał podreperować sobie
samopoczucie - bywały kłopoty.

Jeśli coś pokręciłem - prosze o sprostowanie.

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
KiTKiTKiTKiTKiTKiTKiTKiTKiT
2006-05-22 22:17:19 UTC
Permalink
Użytkownik "Jacek." <j
Post by Jacek.
Post by Dysiek
Na jakiej zasadzie mozna bylo wyjechac z PRL do krajow kapitalistycznych
i demoludow? Na czym polegala liberalizacja polityki paszportowej w
latach '80?
Paszporty obywateli były przechowywane w referacie spraw paszportowych
MSW. Były oddzielne paszporty na kraje "demokracji ludowej", cały świat i
paszporty służbowe. Wydzielano je zależnie od potrzeby.
W celu otrzymania paszportu i pozwolenia na wyjazd składało się wypełniony
formularz o wydanie paszportu, w którym pisało sie dokąd, w jakim celu
itd.. Załącznikiem do formularza musiało być zaproszenie od osoby lub
instytucji "stamtąd", pozwolenie na wyjazd od kadr w pracy i parę innych
kwitków - zależnie od aktualnych zarządzeń. Po jakimś czasie dostawało się
(lub nie) tzw promesę, z którą biegało się po wizy, bilety i przydział
walut obcych, których zakup wpisywano do specjalnej książeczki walutowej.
Reszty figur baletu z promesą nie pamiętam. Po załatwieniu wszystkiego
waliło się po własny paszport z wbitym kuriozum pt. polska wiza wyjazdowa.
Osoby, które dostały zezwolenie na wyjazd na stałe dostawały osobną
pieczęć z wizą w jedną stronę.
Zależnie od miejsca pracy była jeszcze rozmowa z bezpieczniakiem -
zachować tajemnicę, słuchać kto co mówił i robił, po powrocie meldować.
Oczywiście dostając paszport trzeba było zostawić dowód osobisty - no i w
drogę.
Mój kolega jechał pod koniec lat 70tych do roboty w RFN. No i poszedł do
tego biura. Zaprosili go do pokoju, było tam nienagannie czyste i puste
biurko. Z jednej strony siedział "pan" a z drugiej on. Na środku leżał
paszport. No i "pan" mu mówił różne pogadanki o tym że trzeba byc grzecznym
i nie zachowywac sie źle za granicą a jednocześnie trzymał paszport palcem
wskazującym i przysuwał go wolno do siebie. Kumpel miał stracha że w końcu
mu go nie wyda. Ale wszystko zakończyło się dobrze. Ale ten 'pan" był chyba
instacja ostateczna i on też mógł w ostatniej chwili nie wydać tego
king-sajzu. Jak nie dali to o odwoływaniu mozna było zapomnieć.
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Jacek.
2006-05-24 08:07:53 UTC
Permalink
Post by KiTKiTKiTKiTKiTKiTKiTKiTKiT
Mój kolega jechał pod koniec lat 70tych do roboty w RFN. No i poszedł do
tego biura. Zaprosili go do pokoju, było tam nienagannie czyste i puste
biurko. Z jednej strony siedział "pan" a z drugiej on. Na środku leżał
paszport. No i "pan" mu mówił różne pogadanki o tym że trzeba byc grzecznym
i nie zachowywac sie źle za granicą a jednocześnie trzymał paszport palcem
wskazującym i przysuwał go wolno do siebie. Kumpel miał stracha że w końcu
mu go nie wyda. Ale wszystko zakończyło się dobrze. Ale ten 'pan" był chyba
instacja ostateczna i on też mógł w ostatniej chwili nie wydać tego
king-sajzu. Jak nie dali to o odwoływaniu mozna było zapomnieć.
Z reguły tak to wyglądało. Prawie każdy z tych "bezpieczników" traktował
te pogadanki jako psi obowiązek do odpękania.

Długo później dotarło do mnie, że oni obawiali się posłuchu we własnych
pokojach. U nas prawdopodobnie słusznie; podczas przebudowy MDL kolega
przejściowo wylądował w pokoju niegdyś zajmowanym przez oficjalnego
pracownika MSW od tych spraw. Przy "podpajęczaniu" (czyli podłączaniu po
wielkiemu cichu) mu dyrektorskiego telefonu z wyjściem na "urbi et orbi"
dokonaliśmy pewnych znalezisk. Zdumiewające, dokąd ten drucik prowadził :)

W niektórych insystucjach wyjeżdżający musiał podpisać kwit,
stwierdzający odbycie takiego instruktażu.
--
Jacek Tomczak - Janowski
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Zenon Oktawiec
2006-05-22 08:59:13 UTC
Permalink
Liberalizacja nastąpiła juz latach 70-tych. Do demoludów w ogóle nie był
potrzebny paszport - w różnych okresach była to albo tzw. wkładka
paszportowa (czyli uproszczony paszport obowiązujący tylko w demoludach)
albo specjalna pieczątka w dowodzie osobistym zezwalając na stałe(!) na
takie wyjazdy. Wizę trzeba było mieć chyba tylko wyłącznie na wjazd do
ZSRR. Aczkolwiek także i tam można było sie wepchać (ale tylko na 24 h)
bez wizy jeśli był to tranzyt ; dla nas były dozwolone dwie trasy :
Mościska-Lwów-Użgorod (na Węgry) i Mościska-Lwów-Tarnopol-Czerniowce (na
Rumunię). Szczególnie ciekawe były przejazdy tranzytowe samochodem z np.
ze Zgorzelca do Budapesztu przez... Lwów.
Aby wyjechać poza żelazną kurtynę wystarczyło spełniać dwa warunki -
mieć potwierdzenie posiadania na koncie dolarowym w Pekao (tzw. konto
"A") 150 $ oraz jakąś wizę usprawiedliwiającą wyjazd. Prawdę
powiedziawszy dużo trudniej było dostać tą wizę niż sam paszport. Pod
koniec lat 70-tych bez wizy można było wjeżdżać wyłącznie do Austrii.
Prawdę powiedziawszy bardzo rzadko się słyszało pod koniec epoki Gierka
aby komuś nie wydano paszportu. W zasadzie "z automatu: dostawało się
odmowę tylko w przypadku jeśli za chwilę miało się iść do wojska.
Oczywiście w momencie wprowadzenia stanu wojennego wszystko to uległo
znacznemu uproszczeniu - po prostu nie wolno było wyjeżdżać absolutnie
nigdzie i kropka.

Zenon

P.S.
Należy jeszcze uściślić, że, w przypadku wyjazdów do demoludów, istniały
pewne dodatkowe regulacje (czytaj obostrzenia), ale związane one były
nie z samymi paszportami, lecz z niezwykle skomplikowanym systemem
oficjalnego przydziału dewiz - tego wątku nie będę tutaj rozwijał ze
względu na wyjątkową pokrętność zagadnienia.
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Pakosław
2006-05-22 11:23:56 UTC
Permalink
Post by Zenon Oktawiec
Aczkolwiek także i tam można było sie wepchać (ale tylko na 24 h)
Mościska-Lwów-Użgorod (na Węgry) i Mościska-Lwów-Tarnopol-Czerniowce (na
Rumunię). Szczególnie ciekawe były przejazdy tranzytowe samochodem z np.
ze Zgorzelca do Budapesztu przez... Lwów.
No jeszcze była jedna trasa tranzytowa przez Ukraińską SRR - z Krościenka
przez Chyrów do Malhowic i dalej do Przemyśla, można się nią było przejechać
za cenę biletu kolejowego, gdyż kursowały nią pociągi PKP relacji Zagórz -
Przemyśl i Zagórz - Warszawa. Czas jazdy - ok. 2 godz ;)

Paco
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Maciek 'Babcia' Dobosz
2006-05-22 12:25:04 UTC
Permalink
On Mon, 22 May 2006 11:23:56 +0000 (UTC), "Pakosław "
Post by Pakosław
Post by Zenon Oktawiec
Aczkolwiek także i tam można było sie wepchać (ale tylko na 24 h)
Mościska-Lwów-Użgorod (na Węgry) i Mościska-Lwów-Tarnopol-Czerniowce (na
Rumunię). Szczególnie ciekawe były przejazdy tranzytowe samochodem z np.
ze Zgorzelca do Budapesztu przez... Lwów.
No jeszcze była jedna trasa tranzytowa przez Ukraińską SRR - z Krościenka
przez Chyrów do Malhowic i dalej do Przemyśla, można się nią było przejechać
za cenę biletu kolejowego, gdyż kursowały nią pociągi PKP relacji Zagórz -
Przemyśl i Zagórz - Warszawa. Czas jazdy - ok. 2 godz ;)
Takich miejsc było troszkę więcej - zresztą Czesi czy Niemcy mieli
takie same miejsca po polskiej stronie. A tranzyt prze Krościenko
trwał do czasu powstania niepodległej Ukrainy. Ukraińcy zażądali za
parę pociógów takich kwot w twardej walucie że jakiekolwiek przewozy
na tej trasie stały się totalnie nieopłacalne. I zlikwidowano
najszybsze połączenie kolejowe Bieszczad z resztą Polski.

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
http://www.banshee.org.pl
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Artur Drzewiecki
2006-05-22 15:41:58 UTC
Permalink
Post by Pakosław
No jeszcze była jedna trasa tranzytowa przez Ukraińską SRR - z Krościenka
przez Chyrów do Malhowic i dalej do Przemyśla, można się nią było przejechać
za cenę biletu kolejowego, gdyż kursowały nią pociągi PKP relacji Zagórz -
Przemyśl i Zagórz - Warszawa. Czas jazdy - ok. 2 godz ;)
Wyglądało to tak, że zaraz po przekroczeniu granicy do pociągu wsiadali
radzieccy pogranicznicy (kilku do każdego wagonu i chyba 2 do
lokomotywy) i wysiadali przed granicą na końcu trasy.
W zależności od tego na jakich się trafiło ("liberałów" czy
"służbistów") albo należało cały czas siedzieć w zamkniętych
przedziałach z pozamykanymi oknami (a pogranicznicy łazili po korytarzu
wagonu) albo można było mieć nieco uchylone okna w przedziale, stać na
korytarzu i wychodzić do ubikacji (o ile nie przeszkadzał dym papierosów
palonych obok przez pograniczników).
--
Politycznie niepoprawny Artur Drzewiecki.
"Nie ma większego głupca nad starego głupca."
"Największą głupotą jest nieumiejętność przyznania się do niewiedzy."

Usuń "nie.", "cierpie.", "spamu." i ".qvx" z mego adresu w nagłówku.
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Piotr Maksymowicz
2006-05-22 16:33:15 UTC
Permalink
Post by Artur Drzewiecki
Post by Pakosław
No jeszcze była jedna trasa tranzytowa przez Ukraińską SRR - z Krościenka
przez Chyrów do Malhowic i dalej do Przemyśla, można się nią było przejechać
za cenę biletu kolejowego, gdyż kursowały nią pociągi PKP relacji Zagórz -
Przemyśl i Zagórz - Warszawa. Czas jazdy - ok. 2 godz ;)
Wyglądało to tak, że zaraz po przekroczeniu granicy do pociągu wsiadali
radzieccy pogranicznicy (kilku do każdego wagonu i chyba 2 do
lokomotywy) i wysiadali przed granicą na końcu trasy.
W zależności od tego na jakich się trafiło ("liberałów" czy
"służbistów") albo należało cały czas siedzieć w zamkniętych
przedziałach z pozamykanymi oknami (a pogranicznicy łazili po korytarzu
wagonu) albo można było mieć nieco uchylone okna w przedziale, stać na
korytarzu i wychodzić do ubikacji (o ile nie przeszkadzał dym papierosów
palonych obok przez pograniczników).
Jezdziłem ta trasa chyba w 1989r. jak dobrze pamietam to bylo wtedy kiedy na
glownych ulicach warszawy powstawaly pierwsze fortuny sprzedawcow bananow.
pamietam jak jechalismy z przemysla do ustrzyk i sowiecki pograniczniak stal
w otwartych drzwiach wagonu. poniewaz nas nigdzie nie wyganial my stalismy
za nim pokazujac mu banana i pytajac sie czy wie co to jest. Nie wiedzial
:-).
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Maciek 'Babcia' Dobosz
2006-05-23 08:19:23 UTC
Permalink
On Mon, 22 May 2006 17:41:58 +0200, Artur Drzewiecki
Post by Artur Drzewiecki
Post by Pakosław
No jeszcze była jedna trasa tranzytowa przez Ukraińską SRR - z Krościenka
przez Chyrów do Malhowic i dalej do Przemyśla, można się nią było przejechać
za cenę biletu kolejowego, gdyż kursowały nią pociągi PKP relacji Zagórz -
Przemyśl i Zagórz - Warszawa. Czas jazdy - ok. 2 godz ;)
Wyglądało to tak, że zaraz po przekroczeniu granicy do pociągu wsiadali
radzieccy pogranicznicy (kilku do każdego wagonu i chyba 2 do
lokomotywy) i wysiadali przed granicą na końcu trasy.
W zależności od tego na jakich się trafiło ("liberałów" czy
"służbistów") albo należało cały czas siedzieć w zamkniętych
przedziałach z pozamykanymi oknami (a pogranicznicy łazili po korytarzu
wagonu) albo można było mieć nieco uchylone okna w przedziale, stać na
korytarzu i wychodzić do ubikacji (o ile nie przeszkadzał dym papierosów
palonych obok przez pograniczników).
W 1987 roku zdałem egzamin przewodnicki a wczesniej OT PTTK wieć w
Bieszczady jeździłem w sezonie czasami co tydzień. Jechałem tam w
sumie kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt razy i nie trafiłem na
"groźnych". Obłożenie było takie: Jeden z maszynistą, pojedyńczy w
otwartych drzwiach pierwszego i ostatniego wagonu. W środku po jednym
- a i to nie zawsze - na korytarzu. Z oknami czy kibelkiem nie było
problemu. Na którejś stacji na trasie pociąg zatrzymywał się a polski
kierownik pociągu szedł z papierem do podstemplowania u ichniego
dyżurnego. Przez cały ten czas pamiętam jedne incydent związany z
zatrzymaniem pociągu - jeden ze współkursantów wypuścił przez okno
balon. Pociąg zatrzymano ale po znalezieniu balonu pojechał dalej i
nikt specjalnie nie próbował nawet sprawdzić kto to robił. Natomiast
wyrzucanei np. śmieci przez okno nie wzrusząło pilnujących. Ostatni
raz jechałem tym pociągiem tuż po uzyskaniu przez Ukrainę
niepodległości. Uderzyło mnie morze zółto-niebiekich flag. Wisiały
dosłownie na każdym budynku czy słupie.

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
http://www.banshee.org.pl
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Artur Drzewiecki
2006-05-23 15:15:46 UTC
Permalink
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
W 1987 roku zdałem egzamin przewodnicki a wczesniej OT PTTK wieć w
Bieszczady jeździłem w sezonie czasami co tydzień. Jechałem tam w
sumie kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt razy i nie trafiłem na
"groźnych".
Ja znam to z opowieści ciotki, która tamtędy jeździła wcześniej (i w
latach 1970 i chyba nawet w latach 1960), a wtedy wsiadali w większej
liczbie i bardzo pilnowali.
Inna rzecz, że 1987 r. to już pieriestrojka i głasnost', więc się
uspokoili.
--
Politycznie niepoprawny Artur Drzewiecki.
"Nie ma większego głupca nad starego głupca."
"Największą głupotą jest nieumiejętność przyznania się do niewiedzy."

Usuń "nie.", "cierpie.", "spamu." i ".qvx" z mego adresu w nagłówku.
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Maciek 'Babcia' Dobosz
2006-05-24 06:23:35 UTC
Permalink
On Tue, 23 May 2006 17:15:46 +0200, Artur Drzewiecki
Post by Artur Drzewiecki
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
W 1987 roku zdałem egzamin przewodnicki a wczesniej OT PTTK wieć w
Bieszczady jeździłem w sezonie czasami co tydzień. Jechałem tam w
sumie kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt razy i nie trafiłem na
"groźnych".
Ja znam to z opowieści ciotki, która tamtędy jeździła wcześniej (i w
latach 1970 i chyba nawet w latach 1960), a wtedy wsiadali w większej
liczbie i bardzo pilnowali.
Inna rzecz, że 1987 r. to już pieriestrojka i głasnost', więc się
uspokoili.
Egzamin zdałem w 1987 roku - jeździłem regularnie praktycznie od końca
stanu wojennego czyli tak ze 4 lata wcześniej. Choć wyjazd w stanie
wojennym na który moje koło PTTK zdobywło pozowlenie też zaliczyłem
ale to trasą przez Krosno i Jasło. Moje obserwacje tyczą sie wieć nie
tylko końcówki lat 80-tych ale praktycznei całej tej dekady.

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
http://www.banshee.org.pl
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Gemini
2006-05-22 11:23:46 UTC
Permalink
Post by Dysiek
Witam
Na jakiej zasadzie mozna bylo wyjechac z PRL do krajow kapitalistycznych i
demoludow? Na czym polegala liberalizacja polityki paszportowej w latach
'80?
Tu jeszcze takie wspominki. Rok 1988 wyjazd na wyciczke do Pragi, monachium
, Wiednia. Paszporty dostliśmy bez problemu z wiza niemieccką.Wyciczka
zaliczona i po powrocie wsadziłm paszport do szufladu, zupełnie nie będąc
świadom ze trzeba go oddac. Po poł roku, w grudni dzwoni jakaś pani z wydz
paszportowego z pytaniem "gdzie jest paszport ?" a ja "w szufladzie".
"Trzeba go oddac.... " i tratata. Oddałam , a chyba od stycznia 89 , ten
przepis został zniesiony.
Do wyjazdu indywidualnego do ZSRR zamiast wiz trzeba było mieć zaproszenie.
Oczywiście potwierdzone notarialnie. Osoby zapraszające do ZSRR były
skrupulatnie sprawdzane.W latach 80tych wpuszczano tylko osoby urodzone na
Kresach./na zaproszenie/. Jeżdziło się na pieczątkę w dowodzie osobistym lub
na wkładke paszportową.
Na wyciczki jechało się też na "paszport zbiorowy". Ale dokładnie nie
pamiętam dokąd.


--
Pozdroowka
Gemini
Adres antyspamowy.
"Polaków trudno zrozumieć, tak jak Walijczyków " /N.Davies/
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Maciek 'Babcia' Dobosz
2006-05-22 12:27:15 UTC
Permalink
Post by Gemini
Do wyjazdu indywidualnego do ZSRR zamiast wiz trzeba było mieć zaproszenie.
Oczywiście potwierdzone notarialnie. Osoby zapraszające do ZSRR były
skrupulatnie sprawdzane.W latach 80tych wpuszczano tylko osoby urodzone na
Kresach./na zaproszenie/. Jeżdziło się na pieczątkę w dowodzie osobistym lub
na wkładke paszportową.
I można było wymienić maksymalnie 60 rubli. Na szczęście wystarczyło
wziąc jedną parę dżinsów z Pewexu by nie cierpieć na miejscu na brak
gotówki.

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
http://www.banshee.org.pl
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Artur Drzewiecki
2006-05-22 15:35:25 UTC
Permalink
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
I można było wymienić maksymalnie 60 rubli. Na szczęście wystarczyło
wziąc jedną parę dżinsów z Pewexu by nie cierpieć na miejscu na brak
gotówki.
W II poł. lat 1980 można było zabrać 60 SUR w gotówce + 360 (180 -
dziecko) w specjalnych czekach podróżniczych radzieckiego Intouristu,
które na miejscu wymieniało się na gotówkę w kasach tejże instytucji.
Czeków tych jednak zawsze w Polsce brakowało i większość Polaków
jeździła z samą gotówką "legalną". :-)
--
Politycznie niepoprawny Artur Drzewiecki.
"Nie ma większego głupca nad starego głupca."
"Największą głupotą jest nieumiejętność przyznania się do niewiedzy."

Usuń "nie.", "cierpie.", "spamu." i ".qvx" z mego adresu w nagłówku.
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
piotrekzpoznania
2006-05-22 16:22:13 UTC
Permalink
"Trzeba go oddac.... " i tratata. Oddałam , a chyba od stycznia 89 , >
ten przepis został zniesiony.

Tak. Było to w ramach realizacji postulatu (jednego z ...): "paszporty do
domu". Pamiętam tasiemcowe kolejki do biur Orbisu w których trzeba było
odstać żeby złozyć wniosek o paszport, a później paszport ten go odebrać.
A z roku 1990 jeszcze taka historia mi się przypomina. Byłem na spotkaniu w
Niemczech gdzie oprócz grupy z Polski byli Czesi. Jednym z punktów spotkania
w tej leżącej blisko granicy z Holandią miejscowości był wystep w jakimś
holenderskim miasteczku. Czesi przejechali swobodnie na swój paszport, a
grupa z PL musiała na granicy mieć wbitą do paszportu wize.

Pozdawiam!
piotrekzpoznania
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Loading...