Discussion:
Krotka historia spozywania piwa w epoce poznego PRL-u.
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-25 08:21:47 UTC
Ten szlachetny napoj, jakim jest piwo
w epoce PRL-owskiej nie cieszyl sie dobra opinia.
W ogole samo slowo "piwo" mialo wtedy
zabarwienie nieco pejoratywne.
I tak "miec z kims na piwo" nie wrozylo temu komus niczego dobrego,
a nazwanie kogos "typem spod budki z piwem"
bylo juz wrecz nie lada obelga.
:
Istotnie, bo w PRL-u nie bylo czegos takiego jak puby,
czy ogrodki piwne, w ktorych dzisiaj wysiaduje towarzystwo,
zabawiajace sie bilardem, albo rzucaniem strzalkami
do mrugajacych tarcz.
W PRL-u byly wlasnie budki z piwem.
:
W jednych nalewano piwo do kufli, w innych pilo sie wprost z butelki.
Ten drugi system byl o tyle lepszy, ze kufli ciagle brakowalo
i kolejka po piwo szla mozolniej niz w budkach z piwem butelkowym.
Pracowalem wtedy na Slasku, wiec gdy konczylismy szychte,
jednego wysylalismy wczesniej do baru, zeby kolejke dla nas zajal.
Potem przychodzilismy ekipa kilkunastu ludzi,
kazdy zamawial od razu po trzy piwa i cala knajpa byla juz nasza,
bo jak wspominalem innym kufli zabraklo.
Za kufel placilo sie kaucje 50 zl i wcale nie jest prawda to,
ze byl on przykuty lancuchem do stolu.
Jednak nie wszyscy uzywali kufli.
Ludzie przychodzili tez ze sloikami, kanistrami, bankami na mleko
i ci byli obslugiwani poza kolejnoscia,
podczas gdy reszta czekala na kufle.
Nieco lepszym rozwiazaniem bylo picie z butelek.
Przed budka staly takie wysokie metalowe stoly,
przy ktorych pilo sie na stojaco. Niezbyt komfortowe,
ale kto by tam wtedy zwracal uwage na takie szczegoly!
Zmeczony po pracy czlowiek cieszyl sie, ze piwo w ogole jest.
:
Oczywiscie byly tez i restauracje,
gdzie mozna bylo poczekac na wolny stolik,
potem sobie usiasc i tak siedzac jeszcze przez chwilke poczekac,
az pani kelnerka przyniesie nam piwo.
Tutaj jednak kryla sie pewna pulapka.
Zamawiajac u pani kelnerki piwo, dowiadywalismy sie,
ze piwo owszem jest, "ale do konsumpcji".
Coz to znaczylo?
Ano to, ze jesli nie bylismy akurat glodni, tylko piwa spragnieni,
to nalezalo wybrac najtanszy wariant tej "konsumpcji".
Czyli stwardnialy koreczek zoltego sera,
albo zakurzona kanapeczke z jajkiem
w ktorej czasem nawet i peta mozna bylo znalezc.
Oczywiscie nikt tego nie jadl, chociaz placil drugie tyle,
co za to piwo, dla ktorego zdecydowal sie z trudem zajac stolik.
"Konsumpcja" wracala wiec do bufetu,
skad trafiala na kolejne stoly piwoszy.
Ludzka pomyslowos osiagala wowczas szczyty,
o ktorych dzisiaj trudno byloby nawet marzyc.
:
Jednak z piwem bylo coraz gorzej, bo jaruzelskie ustawy
"wychowujace" narod w duchu trzezwosci
ograniczaly miejsca spozywania piwa zakazujac tego:
"w promieniu 100m od dworcow kolejowych",
"w promieniu 150 m od szkol i przedszkoli" itp.
Ale w sumie nie bylo zle, bo czlowiek byl mlody i szczesliwy.
A jesli jeszcze mialby ojca prominenta, to mogl sobie jechac na piwo
np. do "Baltony", albo do renomowanego hotelu,
gdzie dobre piwo nalewano niemal zupelnie tak jak dzisiaj:
Do wysokich szklanek i z pianka.
I tak np. w 1978 roku taka przyjemnosc kosztowala dokladnie 30 zl.
(Sredni zarobek ~ 4.000zl = ~ 30$)
:
Dlatego przecietnie zarabiajacy czlowiek na taki luksus
nie bardzo mogl sobie pozwolic, a jesli zechcial wybrac sie na piwo
do podrzedniejszego lokalu powinien byl przede wszystkim zrobic
dokladne rozeznanie gdzie danego dnia w ogole "jest piwo".
Owo piwo ktore zwykle pil, tak naprawde piwem nie bylo.
Nie moglo swoim smakiem nawet przypominac
najtanszych piw w dzisiejszych hipermarketach.
Srzedawano je w takich malych grubych butelkach 0.33 L
Wyjatkowo pojawial sie tez "Zywiec" (odrzuty z ekspotru),
najczesciej w milicyjnych kantynach.
Wiec jesli ktos mial tam jakichs znajomych,
to mogl zostac bohaterem dnia.
Jednak picie piwa w milicyjnych kasynach narazalo amatora piwa
na towarzystwo brudnych i spoconych funkcjonariuszy ZOMO,
ktorzy czesto po swoich "akcjach" tam wlasnie przyjezdzali studzic
swoje "patriotyczne" uczucia do narodu.
:
Dla tego tez aby niedrogo napic sie dobrego piwa
w srodowisku moich przyjaciol radzono sobie bardziej oryginalnie.
Szlo sie na peron, kiedy przyjezdzal pociag z Czechoslowacji
i kupowalo sie czeskie piwo od obslugujacego wagon sypialny.
W tych wagonach zawsze bylo czeskie piwo,
ktore bilo na glowe owczesne polskie.
Konduktor bral za to troche wiecej,
niz za to piwo musialby zaplacic u siebie,
a jadac do Polski i nasza kasa mu sie przydawala.
Tak bylo tez za Polski jaruzelskiej, kiedy wprowadzono prohibicje
przed godzina trzynasta, ktora obejmowala rowniez piwo.
Oczywiscie prohibicja ta nie obejmowala
czechoslowackich wagonow sypialnych.
Pociag przyjezdzal okolo dwunastej w poludnie,
wiec mielismy niezla frajde niosac wypchana torbe
wsrod czekajacych pod sklepami kolejkowiczow.
:
Byly czasy, byli ludzie...
Piszac to nalewam sobie lekko podgrzanego Gingera
bom nieco przeziebiony...
________
Panstwa zdrowie!
Jacek B.
Stefan Siudalski
2004-01-25 12:46:59 UTC
Do budki z piwem przychodzi staruszek
Mogę kupić piwo?
Oczywiście
To poproszę wszystko jakie Pani ma
?
i niech Pani każdemu kto przyjdzie wydaje je za darmo!
Jak się trutnie zwiedziały to i budkę rozwalili - ledwo sprzedawczyni uszła
z życiem
leci do tego dziadka który piwo wykupił a teraz stał z boku i obserwował

a co to za pomysł? widzi Pan co się narobiło?
Widzi Pani ja już jestem stary i niedoczekam do czasów jak będzie
omunizm - to ja chciałem zobaczyć jak to wtedy będzie
SJS
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-25 17:48:11 UTC
Post by Stefan Siudalski
Widzi Pani ja już jestem stary i niedoczekam do czasów jak będzie
omunizm - to ja chciałem zobaczyć jak to wtedy będzie
Moze i cos w tym jest..
Komunizm systematycznie wulgaryzowal wszystklo.
Od nauki historii i filozofii poczynajac
na kulturze picia skonczywszy.
Pozdrawiam,
JB
Franio
2004-01-25 19:21:34 UTC
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Widzi Pani ja ju¿ jestem stary i niedoczekam do czasów jak bêdzie
omunizm - to ja chcia³em zobaczyæ jak to wtedy bêdzie
Moze i cos w tym jest..
Komunizm systematycznie wulgaryzowal wszystklo.
Od nauki historii i filozofii poczynajac
na kulturze picia skonczywszy.
Pozdrawiam,
JB
No i co sie zmienilo? Znow komunistow wybraliscie do rzadu ktorzy was
okradaja jak tylko moga, tacy jestescie madrale.

Franio
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-26 15:34:14 UTC
To ja powiem inny kawal.. ale czechoslowacki.
(opowiedzial mi steward z czeskiego wagonu)
:
Na Vaclavske Namesti w Czeskiej Pradze
siedzi przy kuflu z piwem pan Vlach i pan Havranek.
(tam zawsze bylo piwo)

- A vy znate pane Havranek, ze za rok
bedim mieli u nas komunizm?

- ja se neboim pane Vlach..
ja mam raka!

JB
Ludek Vasta
2004-01-26 17:14:12 UTC
Jacek Biały
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
To ja powiem inny kawal.. ale czechoslowacki.
Ja tez powiem czechoslowacki, slyszalem go *w 1989 r.*, kiedy bylem na
uczelni, sprobuje przetlumaczyc. Z gory przepraszam, ze tam nie ma nic i
piwie.

- Wiesz, gdzie sa z budowaniem komunizmu najdalej? (Gdzie wykonano
najwieksze postepy w budowaniu komunizmu?)
- ???
- W Polsce, tam juz z nim koncza.

Ludek
Jacek.
2004-01-27 08:40:40 UTC
[..]postepy w budowaniu komunizmu?)
- ???
- W Polsce, tam juz z nim koncza.
W czasach kiedy u nas "vykancali komunizmus" wszystko prawie było na
kartki, a sklepy zawierały zwykle powietrze i nożyczki do wycinania
owych niezapomnianych kuponów.
Mielsimy wówczas w firmie gromadę Czechów. Sympatyczne towarzystwo.

Otóż poszli oni sobie samopas "w miasto". Wrócili po dwóch godzinach
lekko zmęczeni, ale weseli. Oswiadczyli że byli na "brakovym piwie". Po
wypytaniu okazało się, że ustawili się w kolejce pod sklepem z napisem
"piwa brak" - takiego jeszcze nie pili.
Kolejka stała po sledzie.

Tak przy okazji: wiesz zapewne, że Polacy lubią podmiewać się z języka
czeskiego (no, ale jak na alarm mówi się "poplach"... :)
Więc kiedys słyszałem przez blaszaną scianę jak Czesi cos sobie
opowiadają, po czym porykują ze smiechu. Więc - po wielkiemu cichu -
dawaj do nich. Otwieram cicho drzwi - i słyszę: "A na auto oni mluve:
samochud". I tu gremium w smiech, ale o mało co im się pępki nie
porozwiązywały.

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
Ludek Vasta
2004-01-27 14:24:55 UTC
Post by Jacek.
sklepy zawierały zwykle powietrze i nożyczki do wycinania
owych niezapomnianych kuponów.
Kiedys do mnie dotarlo wlasnie takie zdjecie, puste sklepy (puste haki
na mieso) itp. Pozniej widzialem zaproszenie na taka wlasnie wystawe do
Warszawy, ktora miala miejsce chyba 3-4 lata temu. Czy gdzies w sieci
mozna znalezc zdjecia z zycia codziennego z PRL?

Ludek
Jacek.
2004-01-28 08:20:44 UTC
Post by Ludek Vasta
Kiedys do mnie dotarlo wlasnie takie zdjecie,
puste sklepy (puste haki na mieso)
Tak było. Nawet dosć długo.
Kiedy po upadku PZPRu zaczęło się u nas poprawiać, dla odmiany inni
zaczęli to przerabiać. Wcale nie zabawnie było goscić na 10 metrach
kwadratowych znajomych (między innymi z Pragi i Kunowic) "na zakupach" w
Warszawie i słuchać o niebotycznych cenach i pustych sklepach.
Post by Ludek Vasta
taka wlasnie wystawe do Warszawy, ktora miala
miejsce chyba 3-4 lata temu.
Była taka, faktycznie, ale nienajlepsza. Bardzo przejaskrawiona,
utrzymana w konwencji "ale jaja" (mimo że autorzy mieli jakies
górnolotne tłumaczenia).
Post by Ludek Vasta
Czy gdzies w sieci mozna znalezc zdjecia z zycia
codziennego z PRL?
Cos tam jest - chociażby to:

WARSZAWA w PRL:
http://republika.pl/printo/warszawa/

Wystawa w "Zachęcie":
http://fototapeta.art.pl/fti-inv20tbp.html

Ciężko cos wartosciowego wyszperać - same łzawe jeremiady.

Cos od nas: Międzynarodowy dworzec lotniczy w połowie lat 70; jako jedna
z wizytówek PRLu eksploatowany do znudzenia w TV i filmie.
Pod dworcem po prawej stronie Tupolew-134 czechosłowackich linii
lotniczych z wielkim napisem OK Jet na ststeczniku pionowym (OK było
znakiem przynależnosci państwowej CSRS).
Loading Image...

Jacek.
--
Jacek Tomczak - Janowski
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-28 07:07:40 UTC
Post by Jacek.
Tak przy okazji: wiesz zapewne, że Polacy lubią podmiewać się z języka
czeskiego (no, ale jak na alarm mówi się "poplach"... :)
Więc kiedys słyszałem przez blaszaną scianę jak Czesi cos sobie
opowiadają, po czym porykują ze smiechu. Więc - po wielkiemu cichu -
samochud". I tu gremium w smiech, ale o mało co im się pępki nie
porozwiązywały.
To ze mnie slowacy kiedys sie smiali,
jak poprosilem kiedys w ich sklepie o "papieroski".
Wszedzie od Morza Ochockiego po Atlantyk (a nawet dalej)
sa to cigaret.. w roznych wariantach koncowek
(nawet na naszym poczciwym Slasku),
a Polacy maja PAPIEROSY ;-)
Pozdrowienia!
Jacek B.
Jacek.
2004-01-28 09:58:07 UTC
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
To ze mnie slowacy kiedys sie smiali,
jak poprosilem kiedys w ich sklepie o "papieroski".
Baaa.
Jak spytałem o jakies mocniejsze papierosy w jakiejs wsi koło Bielska,
usłuszałem "-E ?", a następnie "-A, cygarety..."
A w Orlando na lotnisku: "Takich jak pan lubi to tu nie ma. Podobne są
Chesterfieldy"

Tak było - słowo harcerza :)

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
beauceant
2004-01-30 07:56:29 UTC
On 28 Jan 2004 08:07:40 +0100, "Jacek Biały <jacek12"
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Post by Jacek.
Tak przy okazji: wiesz zapewne, że Polacy lubią podmiewać się z języka
czeskiego (no, ale jak na alarm mówi się "poplach"... :)
Więc kiedys słyszałem przez blaszaną scianę jak Czesi cos sobie
opowiadają, po czym porykują ze smiechu. Więc - po wielkiemu cichu -
samochud". I tu gremium w smiech, ale o mało co im się pępki nie
porozwiązywały.
To ze mnie slowacy kiedys sie smiali,
jak poprosilem kiedys w ich sklepie o "papieroski".
Wszedzie od Morza Ochockiego po Atlantyk (a nawet dalej)
sa to cigaret.. w roznych wariantach koncowek
(nawet na naszym poczciwym Slasku),
a Polacy maja PAPIEROSY ;-)
W Rosji też są papierosy - to te krótkie z papierowym munsztukiem
zamiast filtra. Najbardziej u nas znana marka to Biełamor-Kanał.
--
beauceant
Maciek 'Babcia' Dobosz
2004-01-30 12:39:48 UTC
Post by beauceant
W Rosji też są papierosy - to te krótkie z papierowym munsztukiem
zamiast filtra. Najbardziej u nas znana marka to Biełamor-Kanał.
Jak to było w piosence z lat 80-tych:

"Biełomor eto prosta papiros
Kak Philip Morris eta prosta sigariety"

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
Warszawski Klub Paintballowy "Ranger"
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl/
Rafal Maszkowski
2004-01-25 20:18:30 UTC
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Ten szlachetny napoj, jakim jest piwo
w epoce PRL-owskiej nie cieszyl sie dobra opinia.
W ogole samo slowo "piwo" mialo wtedy
zabarwienie nieco pejoratywne.
Bardzo ciekawe sprawozdanie. Zastanawiam się ostatnio nad innym aspektem
historii spożycia w PRL. Zdaje się, że w okresach przejściowych trudności
propagowano produkty zastępcze. Może ktoś pamięta dokładniej i może powiedzieć:
- czy była i jak wyglądała kampania propagowania margaryny
- czy była kampania propagowania ryb zamiast innego mięsa - słyszałem hasło
"jedzcie dorsze, gówno gorsze", które jak podejrzewam było ludową (i bardzo
demagogiczną) odpowiedzią na taką kampanię
- inne?

R.
--
Spory w przekładaniu ideału etycznego na procedury praktyczne pociągające za
sobą wywieranie gwałtu na zaistniałej sytuacji społecznej kończyły się
niekonkluzywnie. - prorektor Łucja Łukaszewicz
Wojtek Szweicer
2004-01-25 21:20:52 UTC
Post by Rafal Maszkowski
Bardzo ciekawe sprawozdanie. Zastanawiam się ostatnio nad innym aspektem
historii spożycia w PRL. Zdaje się, że w okresach przejściowych trudności
- czy była i jak wyglądała kampania propagowania margaryny
- czy była kampania propagowania ryb zamiast innego mięsa - słyszałem hasło
"jedzcie dorsze, gówno gorsze", które jak podejrzewam było ludową (i bardzo
demagogiczną) odpowiedzią na taką kampanię
- inne?
Za Gierka (chyba) ogłoszono wtorek "dniem bezmięsnym". Sklepy mięsne
były zamknięte (jakby i tak coś w nich było...).
- Szwejk
--
www.republika.pl/portfoljo (o mnie)
"PAweł" <""@niechcespamu.tpi.pl>
2004-01-25 23:05:29 UTC
Post by Wojtek Szweicer
Za Gierka (chyba) ogłoszono wtorek "dniem bezmięsnym". Sklepy mięsne
były zamknięte (jakby i tak coś w nich było...).
A nie był to czasem poniedziałek?
Pozdr
P
Wojtek Szweicer
2004-01-26 00:33:40 UTC
Post by "PAweł" <""@niechcespamu.tpi.pl>
Post by Wojtek Szweicer
Za Gierka (chyba) ogłoszono wtorek "dniem bezmięsnym". Sklepy mięsne
były zamknięte (jakby i tak coś w nich było...).
A nie był to czasem poniedziałek?
Możliwe...
- Szwejk
--
www.republika.pl/portfoljo (o mnie)
Grzegorz Bednarczyk
2004-01-26 10:14:08 UTC
Post by Wojtek Szweicer
Post by "PAweł" <""@niechcespamu.tpi.pl>
A nie był to czasem poniedziałek?
Możliwe...
http://www.historia.icenter.pl/psh/faq.php?id_cat=14#587 ?
Pozdrowienia
--
Grzegorz Bednarczyk
http://jazon.hist.uj.edu.pl/~gb/
pl.sci.historia FAQ: http://www.historia.icenter.pl/psh/faq.php
Zenon OKtawiec
2004-01-28 07:04:43 UTC
Post by Wojtek Szweicer
Post by "PAweł" <""@niechcespamu.tpi.pl>
Post by Wojtek Szweicer
Za Gierka (chyba) ogłoszono wtorek "dniem bezmięsnym". Sklepy mięsne
były zamknięte (jakby i tak coś w nich było...).
A nie był to czasem poniedziałek?
Możliwe...
- Szwejk
To nie tak. Poniedziałek był dniem bezmięsnym za Gomułki. Za Gierka
zmieniono to na wtorek, dzięk której to inowacji, mieliśmy juz dwa dni
bezmięsne: bo na poniedziałek i tak zaopatrzenie mięsa do sklepów nie
dowoziło.


Zenon
Stefan Siudalski
2004-01-25 21:36:29 UTC
Post by Rafal Maszkowski
- czy była i jak wyglądała kampania propagowania margaryny
rok 1953 masło niezdrowe chyba sklerozę czy coś innego przypisywano,
margaryna zdrowa
wracało to w różnych wersjach kilka razy "Tylko margaryna mleczna przeciw
ciąży jest skuteczna" ale to nie było oficjalne hasło, oj nie
tu też powinno być http://republika.pl/printo/warszawa/info1.htm
i tu
http://polskaludowa.com/index.htm
SJS
Stefan Siudalski
2004-01-25 21:55:16 UTC
- słyszałem hasło
Post by Rafal Maszkowski
"jedzcie dorsze, gówno gorsze", które jak podejrzewam było ludową (i bardzo
demagogiczną) odpowiedzią na taką kampanię
- inne?
tu masz reklamę ryb
http://polskaludowa.com/codzienne/reklama_ryb.htm
SJS
Wojciech Setlak
2004-01-27 16:27:48 UTC
Post by Rafal Maszkowski
- czy była kampania propagowania ryb zamiast innego mięsa - słyszałem hasło
"jedzcie dorsze, gówno gorsze", które jak podejrzewam było ludową (i bardzo
demagogiczną) odpowiedzią na taką kampanię
A nie jest to przypadkiem z Wańkowicza, z jego wojennych wspomnień z Anglii?
--
Pozdrawiam, Wojciech Setlak
Ludek Vasta
2004-01-26 14:43:14 UTC
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Za kufel placilo sie kaucje 50 zl i wcale nie jest prawda to,
ze byl on przykuty lancuchem do stolu.
Widzialem film Mis scene z baru mlecznego, gdzie sztucce sa przykute
lancuchem. Myslalem oczywiscie, ze to dowcip. Ale tutaj autor zaprzecza,
ze kufel nie byl przykuty - mam z tego wrazenie, ze faktycznie cos
takiego mialo miejsce w restauracjach/knajpach. Czy moglby mi ktos cos
na ten temat zdradzic?
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
A jesli jeszcze mialby ojca prominenta, to mogl sobie jechac na piwo
np. do "Baltony", albo do renomowanego hotelu,
Co to jest Baltona?
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Do wysokich szklanek i z pianka.
I tak np. w 1978 roku taka przyjemnosc kosztowala dokladnie 30 zl.
(Sredni zarobek ~ 4.000zl = ~ 30$)
Czy to bylo polskie piwo (np. Zywiec), czy raczej import?
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Jednak picie piwa w milicyjnych kasynach narazalo amatora piwa
Czy to znaczy, ze poza sklepami dla gornikow byly tez sklepy dla milicji
lub innych grup zawodowych? Oczywiscie, wiem o istnieniu pewexow (u nas
w Czechoslowacji to byl Tuzex).
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Dla tego tez aby niedrogo napic sie dobrego piwa
w srodowisku moich przyjaciol radzono sobie bardziej oryginalnie.
Szlo sie na peron, kiedy przyjezdzal pociag z Czechoslowacji
i kupowalo sie czeskie piwo od obslugujacego wagon sypialny.
W tych wagonach zawsze bylo czeskie piwo,
ktore bilo na glowe owczesne polskie.
U nas bylo takie powiedzenie, ze rzad, ktory podniesie cene piwa,
padnie. Podobno tak sie stalo w latach 60, ale to bylem jeszcze maly.
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Byly czasy, byli ludzie...
Piszac to nalewam sobie lekko podgrzanego Gingera
bom nieco przeziebiony...
Jacek B.
Dziekuje bardzo za taka zwiezla historie i tez za nastepne przypisy
innych. Takie rzeczy mi powiedza o niedawnej historii Polski duzo wiecej
niz podreczniki. Zycze szybkiego powrotu do zdrowia!

Ludek
Paweł Ubysz
2004-01-26 15:36:46 UTC
Post by Ludek Vasta
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Za kufel placilo sie kaucje 50 zl i wcale nie jest prawda to,
ze byl on przykuty lancuchem do stolu.
Widzialem film Mis scene z baru mlecznego, gdzie sztucce sa przykute
lancuchem. Myslalem oczywiscie, ze to dowcip. Ale tutaj autor zaprzecza,
ze kufel nie byl przykuty - mam z tego wrazenie, ze faktycznie cos
takiego mialo miejsce w restauracjach/knajpach. Czy moglby mi ktos cos
na ten temat zdradzic?
Miś był satyrą , kufli nie przykuwano łańcuchem , ale trzeba było się nieźle
namęczyć aby je zdobyć. Nigdy też nie spotkałem sie z przykuwaniem do stołów
talerzy i sztućców - a jako student "zwiedzałem" we wczesnych latach
80-tych głównie bary mleczne....
Post by Ludek Vasta
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
A jesli jeszcze mialby ojca prominenta, to mogl sobie jechac na piwo
np. do "Baltony", albo do renomowanego hotelu,
Co to jest Baltona?
Sklepy wolnocłowe. Część tych sklepów była ogólnie dostępna - oczywiście za
waluty obce , ale spotkałem sie także ze sklepem Baltony tylko dla
przesiedleńców z Zachodu - tzn musiałeś oficjalnie pracować na zachodzie co
najmniej pół roku aby móc tam coś kupić.

Przy okazji - zapomniałem już ( na szczęście?? ) czy w Baltonie mozna było
płacić bonami???
Post by Ludek Vasta
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Do wysokich szklanek i z pianka.
I tak np. w 1978 roku taka przyjemnosc kosztowala dokladnie 30 zl.
(Sredni zarobek ~ 4.000zl = ~ 30$)
Czy to bylo polskie piwo (np. Zywiec), czy raczej import?
Okocim i Żywiec. Pamietam w Warszawie na poczatku lat 80-tych oprócz hoteli
było jeszcze jedno miejsce bardziej "dla ludu" - knajpka "Żywiec" na
Marszałkowskiej. W 1980 roku płaciłem tam 30 zł za 0,33 l Żywca.
Post by Ludek Vasta
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Jednak picie piwa w milicyjnych kasynach narazalo amatora piwa
Czy to znaczy, ze poza sklepami dla gornikow byly tez sklepy dla milicji
lub innych grup zawodowych? Oczywiscie, wiem o istnieniu pewexow (u nas
w Czechoslowacji to byl Tuzex).
Milicyjne były kasyna. Jak sie dobrze zakręciłeś to mozna było sie załapać
bez uprawnień ( legitymacje , itp. ).
Były tez sklepy dla dyplomatów ( "Żółte firanki "}
Post by Ludek Vasta
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Dla tego tez aby niedrogo napic sie dobrego piwa
w srodowisku moich przyjaciol radzono sobie bardziej oryginalnie.
Szlo sie na peron, kiedy przyjezdzal pociag z Czechoslowacji
i kupowalo sie czeskie piwo od obslugujacego wagon sypialny.
W tych wagonach zawsze bylo czeskie piwo,
ktore bilo na glowe owczesne polskie.
Jak w 85-tym pojechałem do ( jeszcze) Czechosłowacji byłem w lekkim szoku.
Oczywiście z powodu piwa. Dostepność i kultura spożycia ....

Jeszcze jedno - w tym samym okresie tzn chyba od 1980 roku jeździliśmy
dobraną grupką przyjaciół na zimowe ferie do Fromborka. Niesłychaną zaletą
tego miejsca były bardzo tanie noclegi i piwo sprzedawane od chwili otwarcia
sklepu - nie zaś od 13-tej.
A piwo było naprawdę świetne - z browaru w Braniewie , potem przekształciło
sie w jakieś paskudne EB.....

Przy okazji - pamietacie cos zwanego "grzanym piwem " z barów w tamtym
okresie??
Pamietam pięciolitrowy obdrapany aluminiowy czajnik stojący na gazie. do
tego czajnika dolewano co jakis czas piwo. I pani z baru nalewała z kija pół
kufla , pół z czajnika i dodawała sok malinowy.......
Post by Ludek Vasta
Dziekuje bardzo za taka zwiezla historie i tez za nastepne przypisy
innych. Takie rzeczy mi powiedza o niedawnej historii Polski duzo wiecej
niz podreczniki. Zycze szybkiego powrotu do zdrowia!
Ludek
"PAweł" <""@niechcespamu.tpi.pl>
2004-01-26 17:09:54 UTC
Post by Paweł Ubysz
Miś był satyrą , kufli nie przykuwano łańcuchem , ale trzeba było się nieźle
namęczyć aby je zdobyć. Nigdy też nie spotkałem sie z przykuwaniem do stołów
talerzy i sztućców - a jako student "zwiedzałem" we wczesnych latach
80-tych głównie bary mleczne....
No, ale uliczne saturatory, sprzedające wodę sodową, powszechnie zwaną
"gruźliczanką" (bo szklanki opłukiwane były pobieżnie ) wyposażone byływ
szklanki, przykute do tegoż saturatora grubym łańcuche, Ponadto, w barach
mlecznych i gorszych restauracjach noże (jeśli były) miały celowo ułamany
czubek, a rączka łyżki czy widelca była przewiercona .
.
Post by Paweł Ubysz
Przy okazji - zapomniałem już ( na szczęście?? ) czy w Baltonie mozna było
płacić bonami???
Jeśli dobrze pamiętam to nie. Bonami płacono tylko w Pewexie
Post by Paweł Ubysz
Przy okazji - pamietacie cos zwanego "grzanym piwem " z barów w tamtym
okresie??
Pamietam pięciolitrowy obdrapany aluminiowy czajnik stojący na gazie. do
tego czajnika dolewano co jakis czas piwo. I pani z baru nalewała z kija pół
kufla , pół z czajnika i dodawała sok malinowy.......
I w sumie nie było to takie złe ( tzn grzane piwo). Albo urok młodosci:).

Pozdr
P
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-26 19:36:55 UTC
Post by Paweł Ubysz
Jeszcze jedno - w tym samym okresie tzn chyba od 1980 roku jeździliśmy
dobraną grupką przyjaciół na zimowe ferie do Fromborka. Niesłychaną zaletą
tego miejsca były bardzo tanie noclegi i piwo sprzedawane od chwili otwarcia
sklepu - nie zaś od 13-tej.
A to dziwne, bo pod tym wzgledem
jaruzelskie prawo bylo bezwzglednie przestrzegane.
Byl tylko jeden ewenement, kiedy mozna bylo kupic piwo przed 13.
Do ktoregos tam roku byly czynne sklepy nocne (pozniej je zlikwidowano.)
No wiec jesli taki sklep byl czynny np. do 10 rano,
to mozna bylo tam kupic piwo - jesli w ogole bylo,
bo jaruzelskie prawo okreslalo precyzyjnie
OD KTOREJ wolno bylo sprzedawac alkohol,
ale nic nie mowilo na temat godziny zakonczenia sprzedazy.
Wiec moze trafiliscie na taki przypadek,
bo w innym ekspedientka niezle by za to "bekla".
Post by Paweł Ubysz
A piwo było naprawdę świetne - z browaru w Braniewie , potem przekształciło
sie w jakieś paskudne EB.....
Cos ci sie znow pomylilo.
EB to sprywatyzowany browar w Elblagu.
Oczywiscie maja swoje filie i w innych miejscach, byc moze i w Braniewie.
Ja w epoce poznego Gierka jezdzilem z kumplami pod namiot do Stegnej.
Tam wtedy serwowali tzw. "piwo elblaskie" (zlosliwi mowili ze z octem).
Oczywiscie, ze to pilem, ale dzisiaj takiego swinstwa nie wzialbym do ust.
Jesli chodzi o EB, to nie jest najgorsze, choc IMHO troche sie popsulo.
Oczywiscie dawne "elblaskie" nie mogloby z nim konkurowac.
Pozdr
JB
Paweł Ubysz
2004-01-27 07:19:11 UTC
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
A to dziwne, bo pod tym wzgledem
jaruzelskie prawo bylo bezwzglednie przestrzegane.
Byl tylko jeden ewenement, kiedy mozna bylo kupic piwo przed 13.
Do ktoregos tam roku byly czynne sklepy nocne (pozniej je zlikwidowano.)
No wiec jesli taki sklep byl czynny np. do 10 rano,
to mozna bylo tam kupic piwo - jesli w ogole bylo,
bo jaruzelskie prawo okreslalo precyzyjnie
OD KTOREJ wolno bylo sprzedawac alkohol,
ale nic nie mowilo na temat godziny zakonczenia sprzedazy.
Wiec moze trafiliscie na taki przypadek,
bo w innym ekspedientka niezle by za to "bekla"
Nie był to przypadek , tak było stale. dziwne , nie??
Kupowało się piwko o dziewiątej rano.
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Cos ci sie znow pomylilo.
EB to sprywatyzowany browar w Elblagu.
Nic mi się nie pomyliło.
Spółka EB wykupiła browary w Braniewie i Elblągu.
Zresztą stąd pochodzi nazwa - EB.
Najlepszym piwem z Braniewa był "Barkas".

Pozdrawiam,
Paweł Ubysz.

--
"I tylko nie wiedzieć czemu tak jak w czterdziestym szóstym
ludzie niosą swój smutek , jak martwe główki kapusty...."
JKK


Piszesz - wywal WYWAL z adresu......
Maciek 'Babcia' Dobosz
2004-01-27 08:39:40 UTC
Post by Paweł Ubysz
Nie był to przypadek , tak było stale. dziwne , nie??
Kupowało się piwko o dziewiątej rano.
ZTCP piwo o zawartości alkoholu do 4,5% nie było traktowane jak
alkohol i nie trzeba było kupować od 13-tej. W tej chwili trudno w to
uwierzyc bo obecne piwa mają zwykle 5,5-6% alkoholu lub więcej.
własnie około 4,5% uzyskuje sie przy klasycznej fermentacji i tyle
zwykle mają piwa czeskie czy niemieckie.

A z ciekawostek to w okolicach 19987-88 roku okazało się że opłaca się
kupno wódki w Pewexie. Żytnia kosztowała tam przez długi czas 90
centów ze stałą obniżką 20%. Czyli faktycznie kosztowała 72 centy.
Było to taniej niż za złotówki. Na dodatek bez kartek i od momentu
otwarcia sklepu a nie od 13-tej. Z tamtych lat pamiętam że bodajże w
Lublinie meliniarze zamiast sprzedawać alkohol sprzedawali spragnionym
bon 1 dolarowy i uprzejmie wskazywali droge do czynnego od 6 rano
Pewexu. Za resztę z bonu spragniony mógł sobie kupić paczkę Marlboro
albo wielce pożadaną przez dzieci gumę do żucia Donald z historyjką
obrazkową.

A co do dostepności piwa to brakowało go w Polsce centralnej.
Natomiast na Pomorzu, Śląsku czy np. w Bieszczadach sprawa nie
przedstawiała się tak źle. Piwo leżajskie było np. prawie bez problemu
dostepne własnie w Bieszczadach. Dostepne tzn. w któryms z kolejnych
sklepów było. Było też praktycznie non-stop w miejscowych knajapach
ale do tych strach było wchodzic że względu na watachy pijanych drwali
i wypalaczy drewna przepijających neizły w sumie (jak na tante czasy)
zarobek.

Wspomniany Żywiec na rogu Marszałkowskiej i Wilczej w Warszawie
niestety już w połowie lat 80-tych przemienił sie w śmierdzącą spelunę
pododna do rzeszy innych. Takich jak Rybitwa czy Mewa ze "szlaku
Orlich Gniazd" nad Wisłą, Bolek na Polach Mokotowskich, Rondo pzy
obecnym rondzie ONZ, Świtezianka na Marsząłkowskiej czy Hutnik na
Bielanach. Chcąc się napić dobrego piwa w kulturalnych warunkach
trzeba było korzystać z knajp hotelowych (ale tu było drogo) albo
jechać gdzieś na prowincję w okolice lokalnego browaru gdzie piwo było
na co dzień a nie od święta.

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
Warszawski Klub Paintballowy "Ranger"
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl/
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-28 07:08:40 UTC
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
ZTCP piwo o zawartości alkoholu do 4,5% nie było traktowane jak
alkohol i nie trzeba było kupować od 13-tej.
Mysle, ze sprawa sie wyjasnila.
Poczatkowo prohibicja obejmowala napoje wysokoalkoholowe.
nieco pozniej podciagnieto pod nia rowniez piwo.
Byc moze kolega Pawel kupowal piwo przed 13-ta
w takim wlasnie okresie.
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
A z ciekawostek to w okolicach 19987-88 roku okazało się że opłaca się
kupno wódki w Pewexie. Żytnia kosztowała tam przez długi czas 90
centów ze stałą obniżką 20%.
Z ta wodka w Pewexach, to byla troche dziwna rzecz,
ktora moze rzucic nieco swiatla na mechanizmy rynkowe w tym czasie.
Otoz od lat 70. az do konca komuny sprzedawano wodke "Zytnia"
w PeWEXach ktorej cena niezmiennie oscylowala ponizej 1$ za 0.5 lira,
pomimo ze przez lata komuny ceny w Polsce przechodzily
przez rozne rzedy wielkosci.
No wiec czarnorynkowa cena dolara musiala "trzymac" sie ceny wodki
niezaleznie czy byla to cena sklepowa, czy tez "czarnorynkowa".
Zdaje sie, ze tak wlasnie bylo, co by swiadczylo tylko o tym,
ze rynek dziala wszedzie, nawet w stanie wojennym.

Za resztę z bonu spragniony mógł sobie kupić paczkę Marlboro
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
albo wielce pożadaną przez dzieci gumę do żucia Donald z historyjką
obrazkową.
Pamietam, pamietam!
Kupowalem te donaldy po 30 centow za paczke,
i puszczalem kolegom po 5 zl za sztuke.
Dolar po stowie, wiec bylo z gora 60% zysku.
I to bez VAT-u! Coz za czasy...
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
A co do dostepności piwa to brakowało go w Polsce centralnej.
Natomiast na Pomorzu, Śląsku czy np. w Bieszczadach sprawa nie
przedstawiała się tak źle. Piwo leżajskie było np. prawie bez problemu
dostepne własnie w Bieszczadach. Dostepne tzn. w któryms z kolejnych
sklepów było. Było też praktycznie non-stop w miejscowych knajapach
ale do tych strach było wchodzic że względu na watachy pijanych drwali
i wypalaczy drewna
Watahy jak watahy, sa tam jeszcze do dzis.
Ale tego owczesnego piwa nie zamienilbym
nawet za podupadajace EB.

przepijających neizły w sumie (jak na tante czasy)
Post by Maciek 'Babcia' Dobosz
zarobek.
A coz mial zrobic czlowiek z zarobkiem rownym 30$ ?
Jechac na wycieczke do Hiszpanii?
JB
Maciek 'Babcia' Dobosz
2004-01-28 13:48:47 UTC
On 28 Jan 2004 08:08:40 +0100, "Jacek Biały <jacek12"
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Watahy jak watahy, sa tam jeszcze do dzis.
Ale tego owczesnego piwa nie zamienilbym
nawet za podupadajace EB.
Dziś już nie przepijają. Bo nie mają za bardzo czego. Obszar wyrębów i
wypałów znacząco się zmienił w porównaniu do lat 80-tych. Upadły
kombinaty drzewne w Rzepedzi i Ustianowej dla których wtedy
dostarczano surowiec. I starych drwali już wielu nie ma. A młodzi
mniej piją bo za kiepską prace na kacu są pierwsi do zwolnienia przez
nadleśnictwo.

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
Warszawski Klub Paintballowy "Ranger"
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl/
poreba
2004-02-01 08:54:56 UTC
A młodzi mniej piją bo za kiepską prace na kacu są
pierwsi do zwolnienia przez nadleśnictwo.
A to bieszczadzkie nctwa zatrudniają jeszcze drwali?
Jak Polska długa zlecają prace firmom zwamym zulami
(od Z-akład U-sług Leśnych) co owym drwalom (i nie tylko)
nowe imię dało - Zulusi.
A żeby w temacie nieco pozostać: BOLEK na Polach Mokotowskich to
miejsce, w którym można było napić się podłego piwa i z Himilsbachem,
i z paroma docentami z SGPiSu i SGGW, i z Panem Andrzejkiem...
A piwo bywało stale w Hali na Ochocie ;)
--
pozdro
poreba
Maciek 'Babcia' Dobosz
2004-02-01 15:29:36 UTC
Post by poreba
A to bieszczadzkie nctwa zatrudniają jeszcze drwali?
Jak Polska długa zlecają prace firmom zwamym zulami
(od Z-akład U-sług Leśnych) co owym drwalom (i nie tylko)
nowe imię dało - Zulusi.
Tam akurat zatrudniają bezpośrednio nadleśnictwa. Wiem z pierwszej
ręki - 2 stycznia rozmawiałem właśnie o wycinkach z nadleśniczym
nadleśnictwa Wetlina. Narzekał strasznie że nikt nie chce od nich
kupować porządnego drewna a jedyne co wycinają tometrówka do produkcji
paoieru
Post by poreba
A żeby w temacie nieco pozostać: BOLEK na Polach Mokotowskich to
miejsce, w którym można było napić się podłego piwa i z Himilsbachem,
i z paroma docentami z SGPiSu i SGGW, i z Panem Andrzejkiem...
A w latach 80-tych przesiadywała tam malownicza mieszanka studnetów
SSGW, SGPiS, AM przemieszana z robotnikami zm pobliskiej budowy metra
którgo wykop zaczynał się nieopodal na rogu al. Niepodległości i
Batorego. Mam z tym miejscem zresztą osobiste wspomnienia bo zdałem w
1987 roku na murku obok (oczywiście z piwem w ręku) egzamin z hostorii
filozofii ;-)
Post by poreba
A piwo bywało stale w Hali na Ochocie ;)
Niepasteryzowany Kasztelan w grantach? Ech to było piwo. Całkiem inne
niż obecne lurowate i bliźniaczo do siebie podobne wyroby
piwopodobne...

Zdrówko
--
Maciek 'Babcia' Dobosz
Warszawski Klub Paintballowy "Ranger"
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci Komputerowej
http://paintball.info.pl/
beauceant
2004-02-04 09:27:03 UTC
Post by poreba
A żeby w temacie nieco pozostać: BOLEK na Polach Mokotowskich to
miejsce, w którym można było napić się podłego piwa i z Himilsbachem,
i z paroma docentami z SGPiSu i SGGW, i z Panem Andrzejkiem...
A piwo bywało stale w Hali na Ochocie ;)
I ze strażakami, którzy podjeżdżali tam wozem bojowym z Placu Unii
Lubelskiej.
A pana Janka to chyba częściej można było spotkać w "Harendzie"
(oczywiście na dole - jeżeli to komuś jeszcze coś mówi)...
--
beauceant

beauceant
2004-01-27 21:25:53 UTC
Post by Paweł Ubysz
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Cos ci sie znow pomylilo.
EB to sprywatyzowany browar w Elblagu.
Nic mi się nie pomyliło.
Spółka EB wykupiła browary w Braniewie i Elblągu.
Zresztą stąd pochodzi nazwa - EB.
Czystym przypadkiem identyczna z inicjałami nowego, australijskiego
(stąd po bokach logo [boż to chyba nie herb z trzymaczami] kangury się
wzięły) właściciela spółki. Stawiałbym na tę opcję.
--
beauceant
Alexander Malinowski
2004-02-02 13:53:36 UTC
Post by beauceant
Post by Paweł Ubysz
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Cos ci sie znow pomylilo.
EB to sprywatyzowany browar w Elblagu.
Nic mi się nie pomyliło.
Spółka EB wykupiła browary w Braniewie i Elblągu.
Zresztą stąd pochodzi nazwa - EB.
Czystym przypadkiem identyczna z inicjałami nowego, australijskiego
(stąd po bokach logo [boż to chyba nie herb z trzymaczami] kangury się
wzięły) właściciela spółki. Stawiałbym na tę opcję.
EB to byl Tony Oates, magik biznesu, poszukiwany na oszustwa podatkowe
w Australii na kwote przekraczajaca $100 mln.
Tony wygral przetarg na browary
wzial browary
pod zastaw majatku browarow wzial pozyczke, zeby na nie zaplacic.

Gdyby byl oszustem, nastepnie browary by splajtowaly, a on by uciekl
do Australii. Z tym, ze on wlasnie uciekl z Australii do Polski, a EB
stoi do dzisiaj mocno.
Polska nowa ojczyzna niestety wydala Tonyego w rece Australijskich
siepaczy, co jest dziwne: zaden kraj nie wydaje za przestepstwa
podatkowe w innym kraju. W Polsce, Tony nie zrobil nic zlego, a wrecz
duzo dobrego.
jeremy wonago
2004-02-03 02:35:56 UTC
Post by Alexander Malinowski
Post by beauceant
Post by Paweł Ubysz
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Cos ci sie znow pomylilo.
EB to sprywatyzowany browar w Elblagu.
Nic mi się nie pomyliło.
Spółka EB wykupiła browary w Braniewie i Elblągu.
Zresztą stąd pochodzi nazwa - EB.
Czystym przypadkiem identyczna z inicjałami nowego, australijskiego
(stąd po bokach logo [boż to chyba nie herb z trzymaczami] kangury się
wzięły) właściciela spółki. Stawiałbym na tę opcję.
EB to byl Tony Oates, magik biznesu, poszukiwany na oszustwa podatkowe
w Australii na kwote przekraczajaca $100 mln.
Tony wygral przetarg na browary
wzial browary
pod zastaw majatku browarow wzial pozyczke, zeby na nie zaplacic.
Gdyby byl oszustem, nastepnie browary by splajtowaly, a on by uciekl
do Australii. Z tym, ze on wlasnie uciekl z Australii do Polski, a EB
stoi do dzisiaj mocno.
Polska nowa ojczyzna niestety wydala Tonyego w rece Australijskich
siepaczy, co jest dziwne: zaden kraj nie wydaje za przestepstwa
podatkowe w innym kraju. W Polsce, Tony nie zrobil nic zlego, a wrecz
duzo dobrego.
To nie za oszustwa podatkowe Australia domagala sie ekstradycjii Oatsa, a za
rozplyniecie sie w powietrzu ok. 1 miliarda dolarow.
Polska musiala oddac Toniego bo przestala byc wiarygodnym partnerem w
stosunkach handlowych.
Kto chce handlowac z krajem, ktory jest schroniskiem dla rzekomych lub
domniemanych przestepcow finansowych.
Jezeli Tony jest niewinny to wroci, a jezeli jest winny to odsiedzi swoje
jak jego boss Allan Bond.

jw.
Alexander Malinowski
2004-02-04 08:38:22 UTC
Post by jeremy wonago
Post by Alexander Malinowski
Post by beauceant
Post by Paweł Ubysz
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Cos ci sie znow pomylilo.
EB to sprywatyzowany browar w Elblagu.
Nic mi się nie pomyliło.
Spółka EB wykupiła browary w Braniewie i Elblągu.
Zresztą stąd pochodzi nazwa - EB.
Czystym przypadkiem identyczna z inicjałami nowego, australijskiego
(stąd po bokach logo [boż to chyba nie herb z trzymaczami] kangury się
wzięły) właściciela spółki. Stawiałbym na tę opcję.
EB to byl Tony Oates, magik biznesu, poszukiwany na oszustwa podatkowe
w Australii na kwote przekraczajaca $100 mln.
Tony wygral przetarg na browary
wzial browary
pod zastaw majatku browarow wzial pozyczke, zeby na nie zaplacic.
Gdyby byl oszustem, nastepnie browary by splajtowaly, a on by uciekl
do Australii. Z tym, ze on wlasnie uciekl z Australii do Polski, a EB
stoi do dzisiaj mocno.
Polska nowa ojczyzna niestety wydala Tonyego w rece Australijskich
siepaczy, co jest dziwne: zaden kraj nie wydaje za przestepstwa
podatkowe w innym kraju. W Polsce, Tony nie zrobil nic zlego, a wrecz
duzo dobrego.
To nie za oszustwa podatkowe Australia domagala sie ekstradycjii Oatsa, a za
rozplyniecie sie w powietrzu ok. 1 miliarda dolarow.
Znasz jakies szczegoly?
Post by jeremy wonago
Polska musiala oddac Toniego bo przestala byc wiarygodnym partnerem w
stosunkach handlowych.
Kto chce handlowac z krajem, ktory jest schroniskiem dla rzekomych lub
domniemanych przestepcow finansowych.
A Izrael?
Obowiazuje zasada, ze nie wydaje sie ludzi, ktorzy popelnili
przestepstwo w innym kraju, ale nie jest to przestepstwem w twoim
kraju. Poniewaz przepisy podatkowe z reguly sa rozne, za same
przestepstwa podatkowe nie wydaje sie z reguly. Przewaznie jednak,
podatkowy przestepca odpowiada rowniez za inne, bardziej
miedzynarodowe winy typu oszustwo lub poswiadcznie nieprawdy, albo
falszowanie dokumentow.
Post by jeremy wonago
Jezeli Tony jest niewinny to wroci, a jezeli jest winny to odsiedzi swoje
jak jego boss Allan Bond.
Mam calkowicie odmienne wrazenie na temat biznesu na poziomie 1 mld
dolarow. Co jest nielegalne na poziomie 1000 $ jest normalna praktyka
na poziomie milion wiekszym. Inaczej mowiac, biznes na tym poziomie
jest prowadzony zawsze na pograniczu prawa.

Enron i inne firmy dzialal przez lata i nikt sie nie czepial. A u nas
Stocznia Szczecinska byla symbolem sukcesu. Dopiero jak symbol upadl,
to sprawdzono jak ten symbol funkcjonowal. Biznesmena sukcesu sie nie
sadzi, dopoki nie splajtuje.

Tak bardziej od strony historii: podstawa dzialalnosci bankow jest
lichwa, ktora byla przestepstwem dla Chrzescijan chyba do XVIII wieku.
Banku emisyjne z kolei emituja pieniadze papierowe na ktore nie maja
pokrycia w zlocie. Czyli podstwa ich dzialalnosci jest rodzaj
naduzycia, ale na tak wielka skale, ze to naduzycie staje sie norma
spoleczna. Ale historia pieniadza papierowego zaczela sie Johna Lawa
(?) i jego wielkiego oszustwa. On zostal potepiony, ale jego oszustwo
powielone do naszych czasow.
Post by jeremy wonago
jw.
Stefan Siudalski
2004-01-28 07:03:30 UTC
Post by Paweł Ubysz
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Wiec moze trafiliscie na taki przypadek,
bo w innym ekspedientka niezle by za to "bekla"
Nie był to przypadek , tak było stale. dziwne , nie??
Kupowało się piwko o dziewiątej rano.
wcześniej bo w latach sześćdziesiątych w Warszawie na Targówku był kiosk
RUCHu, a jakże, i tam jak gość podchodził i dawał chyba 50 zł i prosił
TRYBUNĘ to dostawał pół litra wódki zawinięte w tę gazetę, ponoć padł
interes dlatego że ktoś się zainteresował dlaczego tam tyle tej gazety
idzie -wzorowa ta budka była, za wzorowa
SJS
Jacek.
2004-01-28 09:30:59 UTC
w Warszawie na Targówku był kiosk RUCHu, a jakże,
i tam jak gość podchodził i dawał chyba 50 zł i
prosił TRYBUNĘ [...]
A na bazarze Różyckiego karierę robił "zestaw delikatesowy": setka
wódki, chlebek, ogórek i "sporciak".
Jak podejrzewam nazwę nasunęły wspomnienia rozmitych produktów w wersji
"delikatesowej" - od nazwy sieci takich lepszych sklepów spożywczych.
Było masło delikatesowe, sledzie delikatesowe, jaja delikatesowe (miały
nawet odrębną pieczątkę).
To przecież w "Delikatesach" wykwitł wspominany niedawno "sok z dodonia"
:)

Tekst (podobno) z dziennika TVP: "Na swiątecznych stołach nie zabraknie
tradycyjnej pasztetowej"

"Offtopiczna" scenka przedwiąteczna ze stanu wojennego:
Stoimy w ogonku wystającym z "pedeciaka". Jakas matka w olbrzymiej ciąży
poroniła poduszkę i uciekła. Wesoło.
Obok stoi wojskowa radiostacja na ciężarówce (typu R-118 bodajże).
Podszedł oficer, dał operatorowi jakis kwit, rzucił "nadać piorunem" - i
poszedł. Przerażony żołnierzyna, tzw. "kot", w srodku dawaj walczyć z
nadajnikiem - wyraźnie nic. Wtedy z kolejki wyszedł facet (zaklepawszy
uprzednio miejsce), otworzył drzwi do stacji. "-Daj, jaki kanał?".
Pstryknął przełącznikami, "-masz."
Po czym wrócił do kolejki.
Takiej wdzięcznosci i ulgi, jak na twarzy tego żołnierza, nie widziałem
wczesniej.

Jakis czas temu opowiadałem to pewnej znajomej. Wzburzyła się: "A może
to był rozkaz strzelania do robotników!"
Wtedy nikt nie potępiał ani tego rezerwisty, ani żołnierza w
radiostacji.

A owa koleżanka była wówczas szkolną podporą ZSMP.

Inne czasy, inne stosunki. Trochę niepojęte.

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
Wojciech Setlak
2004-01-27 16:30:04 UTC
Post by Paweł Ubysz
Przy okazji - zapomniałem już ( na szczęście?? ) czy w Baltonie mozna było
płacić bonami???
Można było.
--
Pozdrawiam, Wojciech Setlak
Jacek.
2004-01-28 07:03:30 UTC
Post by Paweł Ubysz
Były tez sklepy dla dyplomatów ( "Żółte firanki "}
Tu ciekawostka: Ambasada amerykańska sprowadzała dla siebie papu
oddzielnie; w każdy pierwszy wtorek miesiąca lądował na Okęciu wojskowy
samolot (zwykle C-130 Hercules) z zaopatrzeniem. Sporo tego
przylatywało.
Post by Paweł Ubysz
I pani z baru nalewała z kija pół kufla , pół z czajnika i
dodawała sok malinowy.
Odmiana lokalna z Ochoty: bez dolewki wody, za to tylko 1/3 kufla.
Resztę klienci dopełniali jabcokiem, zorganizowanym we własnym
zakresie. Pfuj!

Lotnicy i pracownicy lotniska w Wuwie "pyffczyli" głównie za kartki
obiadowe, zwane na tę okolicznosć kartkami piwnymi. Kelnerzy w
"pokazowej" restauracji na MDL chętnie je brali, bo potem po prostu
rozdzielali między siebie surowce.
Nie zdradzam już żadnej tajemnicy - z kuchni na piętrze były schodki na
teren wolnocłowy; zaprzyjaźnieni kelnerzy za odpowiednią iloć "kartek
piwnych" organizowali piwo (a i mocniejsze rzeczy) w Baltonie.
Loading Image...

Pani Victoria pewnie zaraz odpisze że nieprawda, bo lotnicy to walczyli
w 1939 i w Anglii - ale niech tam. Czasem warto wspomnieć i wszawe
czasy...

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
Victoria
2004-01-28 08:37:08 UTC
Post by Jacek.
Pani Victoria pewnie zaraz odpisze że nieprawda, bo lotnicy to walczyli
w 1939 i w Anglii - ale niech tam. Czasem warto wspomnieć i wszawe
czasy...
Jacek Tomczak - Janowski
Snując wspomnienia o realiach PRL - u, musi Pan pewno nieźle
delektować się tym złocistym napojem, skoro takie wnioski wyciąga.

Victoria
Jacek.
2004-01-28 09:55:16 UTC
Post by Victoria
Snując wspomnienia o realiach PRL - u, musi Pan
pewno nieźle delektować się tym złocistym napojem,
Ni diabła. Dolatuję do komputera w czasie przerw między wykładami itp.
Aczkolwiek lubię.

Picie piwa, stanie w ogonkach, itp radosci dnia szarego - jak i inne
czynnosci niedostojne - to taka sama historia, jak, nie przymierzając,
kurs kopy groszy polskich za Jagiellonów.

A drobną złosliwostkę proszę wybaczyć - to silniejsze ode mnie :)
Post by Victoria
musi Pan [...]
W porzedniej wymianie zdań byłem "ty" - czy nie mogłoby tak zostać?

Pozostaję z szacunkiem,

Jacek.
--
Jacek Tomczak - Janowski
Victoria
2004-01-28 13:51:25 UTC
Post by Jacek.
Picie piwa, stanie w ogonkach, itp radosci dnia szarego - jak i inne
czynnosci niedostojne - to taka sama historia, jak, nie przymierzając,
kurs kopy groszy polskich za Jagiellonów.
A mnie w PRL od dziecka brakowało kolorów. Zawsze lubiłam malować, ale
słynnymi farbkami na okrągłym kartoniku z pędzelkiem z twardego włosia
jak szczotka, czy kredki woskowe z szarzałymi barwami nie dawały żadnych
efektów kolorystycznych.

A gdy mowa o piwie i sposobach jego dystrybucji, to na Ukrainie bodaj
w 1993 r. widziałam człowieka, który kupił w beczkowozie 2 litry piwa i
niósł je do domu w worku foliowym.

Pozdrawiam

Victoria
Jacek.
2004-01-28 14:56:20 UTC
ale słynnymi farbkami na okrągłym kartoniku [...]
Ofiara reżimu Gierka. Te farbki były produkowane przez jakie zakłady
przemysłu terenowego.

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
Victoria
2004-01-28 17:52:01 UTC
Post by Jacek.
ale słynnymi farbkami na okrągłym kartoniku [...]
Ofiara reżimu Gierka. Te farbki były produkowane przez jakie zakłady
przemysłu terenowego.
J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
Nie tylko o farbki tu chodzi, ale od dziecka czułam mocno reżim,
który mnie dławił, tym bardziej, że każdego wieczora w domu rozbrzmiewały
piski i ksowyt zagłuszarek radia "Wolna Europa", a rodzice, ciotki i ich
znajomi opowiadali o wejściu Sowietów 17 września na Kresy, o
banderowcach, polskiej samoobronie, Katyniu, o losach ciotek wywiezionych
do Kazachstanu.
Tego w książkach nie było, dlatego wspomniałam o tym, że to dom polski
przekazywał prawdę.

Victoria
Jacek.
2004-01-29 10:14:07 UTC
Post by Victoria
dlatego wspomniałam o tym, że to dom polski
przekazywał prawdę.
Do tego własnie przepijam. Produkowane bez konkurencji farbki były
szarawe i cienkie.
W rezultacie ludzie dyskutują o kolorach, których sobie nawet nie
wyobrażają.

Najbardziej paradoksalnym wyczynem "komuny" ("" - bo poza obrazkami w
książce komunisty nie widziałem) było zwalenie kształtowania
swiatopoglądu na dom. Z oficjalnej, doodbytniczo podawanej ideologii
zbyt szybko wyłaziły trociny; zostawał "dom polski" - bez żadnej
odtrutki ani przeciwwagi.

Babcia mawiała: "Z prawdą jest jak z d... - każdy ma swoją".
Jedne domy polskie przekazywały rzeczy dobre, spojrzenie szersze,
smiałe, zachęcały do myslenia na własny rachunek. Niestety, więcej domów
pod pozorem patriotyzmu uczyło religianctwa (nie wiary - Pana Boga to
oni już dawno z pracy wywalili), kołtuństwa, ksenofobii...

Teraz to podmięka euro - amerykaniastą religią niepohamowanej, niemal
obowiązkowej, konsumpcji. Ach, te rozmodlone slepka, wzniesione do
hamburgera (proszku do prania, autka, dezodorantu - niepotrzebne
skreslić)
Zwróć, proszę, uwagę na np. całkowity brak książek w makietach mieszkań,
przezentowanych w reklamach lub kolorowych gazetkach dla pań modnych i
garniturnych biznesmenów.

Stąd wkoło mamy tyle faszerowanych kukieł, powtarzających zaprogramowane
brednie na sto odmian i melodii.

Chyba trzeba ponownie zacząć od farbek...
Ja tam się tego nie wstydzę :)

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
Victoria
2004-01-26 15:35:27 UTC
U?ytkownik "Ludek Vasta" <***@nospam.onet.pl> napisa? w wiadomo?ci news:bv36lb$n5t$***@news.onet.pl...

W starych gazetach z lat 60 - tych widziałam karykaturę Bęc -
Walskiego, która swoim dwuczłonowym nazwiskiem ośmieszała elity sanacji,
oficerów Legionów lub Polskiej Organizacji Wojskowej, którzy dodali do
swoich nazwisk pseudonimy konspiracyjne : Rydz - Śmigły, Prugar -
Ketling, Sław - Zwierzyński, Wyrwa - Furgalski, Lis - Kula.
Zwierzyński i Wyrwa zginęli w bitwie pod Kostiuchnówką w lipcu 1916
r., a Lis - Kula pod Torczynem 7 marca 1919 r. Obie miejscowości leżą na
Wołyniu.

Skutecznie więc komuna zatarła pamięć o nieodległych wydarzeniach i
ludziach, uprzednio ich obrzydzając narodowi.

Victoria
pan Piotr Glownia
2004-01-28 06:21:37 UTC
Post by Victoria
W starych gazetach z lat 60 - tych widziałam karykaturę Bęc -
Walskiego, która swoim dwuczłonowym nazwiskiem ośmieszała elity sanacji,
oficerów Legionów lub Polskiej Organizacji Wojskowej, którzy dodali do
swoich nazwisk pseudonimy konspiracyjne : Rydz - Śmigły, Prugar -
Ketling, Sław - Zwierzyński, Wyrwa - Furgalski, Lis - Kula.
Zwierzyński i Wyrwa zginęli w bitwie pod Kostiuchnówką w lipcu 1916
r., a Lis - Kula pod Torczynem 7 marca 1919 r. Obie miejscowości leżą na
Wołyniu.
Skutecznie więc komuna zatarła pamięć o nieodległych wydarzeniach i
ludziach, uprzednio ich obrzydzając narodowi.
Victoria
Zatarla i zaciera. Nic sie pod tym wzgledem w Polsce nie skonczylo
i nie zapowiada sie konczyc. Ta historia nowozytnej histori Polski jest
nadal w trakcie tworzenia.

Piotr Glownia
Wojtek Szweicer
2004-01-26 17:15:14 UTC
Post by Ludek Vasta
Za kufel placilo sie kaucje 50 zl i wcale nie jest prawda to,
ze byl on przykuty lancuchem do stolu.
Widzialem film Mis scene z baru mlecznego, gdzie sztucce sa przykute
lancuchem. Myslalem oczywiscie, ze to dowcip. Ale tutaj autor
zaprzecza, ze kufel nie byl przykuty - mam z tego wrazenie, ze
faktycznie cos takiego mialo miejsce w restauracjach/knajpach. Czy
moglby mi ktos cos na ten temat zdradzic?
Na pewno były szklanki w obwoźnych i stojących saturatorach (automatach
z wodą sodową) przyczepione łańcuszkiem do urządzenia.
Post by Ludek Vasta
A jesli jeszcze mialby ojca prominenta, to mogl sobie jechac na piwo
np. do "Baltony", albo do renomowanego hotelu,
Co to jest Baltona?
Był "Pewex" i "Baltona". Można tam było kupić artykuły zachodnie za
dewizy (pieniądze zachodnie), przez co służyły do pozbawiania ludności
tychże walut. Oczywiście, niektóre towary były tylko tam: klocki Lego,
papierosy "Marlboro" lub "Camel", whisky "Johnny Walker". W "Peweksie"
pierwszy raz w życiu zobaczyłem, jak wygląda szynka w puszce. W Baltonie
ponadto można było kupować artykuły typu magnetowidy, komputery Spectrum
itp.
Post by Ludek Vasta
Czy to znaczy, ze poza sklepami dla gornikow byly tez sklepy dla
milicji lub innych grup zawodowych? Oczywiscie, wiem o istnieniu
pewexow (u nas w Czechoslowacji to byl Tuzex).
Peweksy były dla wszystkich. Były sklepy bodaj "za żółtymi firankami", w
których nigdy nie było kolejek, które były obficie wyposażone, ale tylko
dla władzy.
- Szwejk
--
www.republika.pl/portfoljo (o mnie)
Krzysztof
2004-01-26 18:19:15 UTC
U?ytkownik "Wojtek Szweicer" <***@poczta.onet.pl> napisa? w wiadomo?ci news:bv3h5j$rdg$***@news.onet.pl...
wcale nie jest prawda to,
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
ze byl on przykuty lancuchem do stolu.
W 1971 roku widziałem kufle na łańcuszku, takim jak od spłuczki, w
Białogardzie w barze bodaj "Ratuszowym". Nazwy nie jestem pewien, ale
schodziło się takimi krętymi schodami do piwnicy.
W ogóle rodzinne miasto Kwaśniewskiego zrobiło na mnie wtedy dość szokujące
wrażenie. Pierwszy raz widziałem sowieckie patrole z czerwonymi opaskami
paradujące oficjalnie po mieście.... brrr
Pozdr.
Krzysztof
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-26 19:34:43 UTC
Post by Ludek Vasta
Widzialem film Mis scene z baru mlecznego, gdzie sztucce sa przykute
lancuchem. Myslalem oczywiscie, ze to dowcip. Ale tutaj autor zaprzecza,
ze kufel nie byl przykuty - mam z tego wrazenie, ze faktycznie cos
takiego mialo miejsce w restauracjach/knajpach.
:-DDDD
Oczywiscie mialem na mysli tego "Misia"
To byly totalne jaja z komunizmu, wiec ten lancuch byl troche na wyrost.
Aale.. Kazda farsa moze zawierac zdzblo prawdy.
Ktos tu pisal o saturatorach.. Moze jeszcze cos?

[...]
Post by Ludek Vasta
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Do wysokich szklanek i z pianka.
I tak np. w 1978 roku taka przyjemnosc kosztowala dokladnie 30 zl.
(Sredni zarobek ~ 4.000zl = ~ 30$)
Czy to bylo polskie piwo (np. Zywiec), czy raczej import?
Tak. To byl sztandarowy Polski browar.
Piwo Zywiec bylo jednak trudno osiagalne,
ze wzgledu na to, ze nadawalo sie na eksport.
Post by Ludek Vasta
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Jednak picie piwa w milicyjnych kasynach narazalo amatora piwa
Czy to znaczy, ze poza sklepami dla gornikow byly tez sklepy dla milicji
Byly tak zwane "Kasyna".
Wieczorami zwykle oblezone przez milicyjne ciezarowki
i "chlopakow" w MORO.
W Polsce mieli oni duzo "pracy", wiec im tez nalezalo sie cos od zycia.

[...]Zycze szybkiego powrotu do zdrowia!
Serdecznie dziekuje! Juz lepiej.
Pozdrawiam,
Jacek B.
Jacek.
2004-01-27 12:27:07 UTC
ze faktycznie cos takiego mialo miejsce w
restauracjach/knajpach. Czy moglby mi ktos cos
na ten temat zdradzic?
Jeździłem i łaziłem wówczas dużo po Polsce - i nic w tym rodzaju nie
spotkałem. Sądzę że motyw został zapożyczony z takich obrzydliwych
ruskich automatów z wodą sodową. W nich szklanki - musztardówki zaiste
były przytwierdzone łańcuchem lub stalową linką.
Co to jest Baltona?
Pierwotnie Baltona była instytucją obliczoną na zaopatrzenie statków i
odciąganie dewiz z marynarzy. Kupowało się tam za dolary za okazaniem
książeczki marynarskiej lub odpowiedniego papierka. Potem Baltona stałą
się rodzajem sklepów wolnocłowych.
Czy to znaczy, ze poza sklepami dla gornikow
byly tez sklepy dla milicji lub innych grup zawodowych?
Właciwie - oprócz sklepów górniczych tylko tzw. konsumy dla milicji i
wojska były jawne. Oczywiscie w komitetach partyjnych i wyższych
urzędach były rozmaitego rodzaju bufety prowadzące reglamentowaną, acz
bezkartkową sprzedaż różnych towarów.
U nas bylo takie powiedzenie, ze rzad, ktory podniesie
cene piwa, padnie.
A co, nieprawda?
Pamiętam co "nasi" Czesi (plus trzech Słowaków) mówili, gdy ktos wrócił
z Pragi i ujawnił że za kufel piwa płaci się już cztery korony (miesiąc
wczeniej - 2 KCs, na Ruzyni 2,50) Gdyby życzenia mogły się
materializować, aksamitna rewolucja byłaby dwa lata wczeniej i trwałaby
koło 30 sekund. Własnie dlatego zapamiętałem te ceny.

J.
--
Jacek Tomczak - Janowski
arturowaty
2004-01-27 12:53:08 UTC
Post by Jacek.
Post by Ludek Vasta
Co to jest Baltona?
Pierwotnie Baltona była instytucją obliczoną na zaopatrzenie statków i
odciąganie dewiz z marynarzy. Kupowało się tam za dolary za okazaniem
książeczki marynarskiej lub odpowiedniego papierka. Potem Baltona stałą
się rodzajem sklepów wolnocłowych.
Za dolary lub bony dolarowe (bon dolarowy o wartosci 1 dolara mial w
Baltonie wartosc 1 dolara). Bo marynarzom przyslugiwal dodatek dewizowy,
wiec teoretycznie powinni dostawac walute, jednak konkretne przepisy
ograniczaly wyplacanie "zielonych". Bon jednodolarowy u konikow
kosztowal okolo 80 - 90% 1 USD (ale bywalo naprawde roznie).
Baltona byla nieco tansza niz Pewex. Mozna bylo tam tez kupic w ramach
czegos, co sie nazywalo "mieniem przeniesienia" (czyli bylo sie za
granica powyzej roku AFAIR). Baltona handlowala rowniez samochodami i
sprzetem AGD (typu pralki, lodowki).
pzdr
arturowaty
Krzysztof
2004-01-26 18:26:47 UTC
Użytkownik "Jacek Biały <jacek12" <***@atlantis.news.tpi.pl>; <@wp.pl>
napisał w wiadomości news:buvbcj$h1u$***@atlantis.news.tpi.pl...
Istotnie, bo w PRL-u nie bylo czegos takiego jak puby,
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
czy ogrodki piwne, w ktorych dzisiaj wysiaduje towarzystwo,
W Słupsku za wczesnego Gierka pojawiły się "wioski murzyńskie". Były dwie,
jedna koło strzelnicy szkoły milicyjnej a druga przy "Karczmie pod kluką".
Post by "Jacek Biały , ""@wp.pl
Ludzie przychodzili tez ze sloikami, kanistrami, bankami na mleko
i ci byli obslugiwani poza kolejnoscia,
podczas gdy reszta czekala na kufle.
Przeżyłem to powtórnie w Rosji w 1990 roku. Z tą różnicą, że kufli i piwa
butelkowanego wcale nie było:))
Pozdr.
Krzysztof
"Jacek Biały , ""@wp.pl
2004-01-26 23:39:30 UTC
Post by Krzysztof
Przeżyłem to powtórnie w Rosji w 1990 roku. Z tą różnicą, że kufli i piwa
butelkowanego wcale nie było:))
Pozdr.
Krzysztof
No coz, picie ze sloikow bylo tam dlugo w zwyczaju.
Przyjezdzala cysterna z "piwem" i podstawialo sie co kto mial.
Dziwilbym sie, gdyby ktos tam chcial jeszcze powrotu ZSRR.
:
U nas bylo troche lepiej.
A nawet pamietam, ze za poznego Gierka sie mowilo,
ze: "Za dobrze ludziom jest, i dla tego tak jest" ;-)
Pozdrawiam,
jacek B.