Discussion:
Pułapka 1944
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
Smok Eustachy
2016-08-09 22:57:44 UTC
Permalink
Raw Message
Nikt ostatnio tak klarownie nie tłumaczył zagadnienia:


W roku 1944, po konferencji i układzie w Teheranie, sprawa Polska była
już przegrana definitywnie, a utrata suwerenności na rzecz ZSSR –
przesądzona. Polska została uznana za część ceny, jaką Zachód godzi się
zapłacić Stalinowi za pomoc w pokonaniu Niemiec. Oficjalnie ustaleń
konferencji polskiemu rządowi nie przekazano aż do listopada, ale
istnieją relacje dowodzące, że kanałami prywatnymi i wywiadowczymi rząd
londyński szybko zyskał wiedzę o sytuacji.

W związku z ubitym w Teheranie dilem zmienił się znacząco stosunek do
sojuszniczej Polski zachodnich polityków i prasy. Nie było już mowy o
wyrazach podziwu, zachwytach nad bohaterstwem ani duserach o "wzorcu dla
wolnego świata", jakimi karmiono Polaków do czasu agresji Hitlera na
Sowiety. Nieustannie pojawiały się za to oskarżenia, że Polacy uchylają
się od walki z Niemcami, że są cichymi sojusznikami Hitlera i piątą
kolumną w antyniemieckiej koalicji.

Skokowo nasiliły się one po rozkopaniu grobów w Katyniu. Ku wściekłości
Stalina i zachodnich aliantów rząd polski nie przyłączył się do
oskarżenia o tę zbrodnię Niemców i nie uniósł się z oburzenia nad
bezmiarem podłości i obłudy hitlerowskiej propagandy. Co prawda, nie
odważył się też nigdy oskarżyć o nią faktycznych sprawców, choć dowody,
którymi dysponował jeszcze przed ujawnieniem zbrodni przez niemiecką
propagandę, były jednoznaczne i oczywiste. Ale samo milczenie, a
zwłaszcza zwrócenie się o zbadanie zbrodni do Międzynarodowego
Czerwonego Krzyża w Genewie, były dla ZSSR wystarczającym powodem do
oburzenia i zerwania stosunków dyplomatycznych z legalnym rządem polskim
(od tej pory Sowieci występują w polityce polskiego Londynu pod
pobrzmiewającym absurdem mianem "sojusznicy naszych sojuszników"), dla
Churchilla i Roosevelta zaś - do ostatecznego odrzucenia wobec Polaków
skrupułów.

Było to tym łatwiejsze, że krótko po wybuchu kryzysu związanego ze
zbrodnią w Katyniu, w samym szczycie emocji przed Teheranem, gdy Stalin
wciąż odwlekał spotkanie i groził sojusznikom zawarciem
separatystycznego pokoju z Hitlerem, zginął w katastrofie lotniczej - do
dziś wierzy się, że przypadkowej - generał Sikorski. Ta śmierć była nad
wyraz na rękę aliantom. Dzięki niej zniknął ze sceny dziejowej polski
premier i Wódz Naczelny, któremu osobiście Churchill i Roosevelt
składali rozmaite obietnice, i który był dla zachodniej opinii
publicznej postacią rozpoznawalną, a nawet cieszył się pewnym prestiżem.
Jego śmierć utorowała drogę do wspomnianego na wstępie porozumienia
mocarstw - dopiero po niej Stalin zgodził się wreszcie spotkać z
przywódcami Wielkiej Brytanii i USA oraz przyjąć wszelką oferowaną mu
przez nich pomoc, w zamian obiecując, że nie pozostawi ich w walce z
Niemcami osamotnionych.

Wszystkie związane ze śmiercią Sikorskiego archiwalia brytyjskie, a
także bezprawnie przejęte przez Brytyjczyków dotyczące jej dokumenty
wytworzone przez rząd i wywiad polski, zostały decyzją brytyjskiego
rządu utajnione na 50 lat, o po upływie tego terminu - na kolejnych 50 lat.

Przywódcy zachodni, a szczególnie Churchill, od tego momentu naciskali
na rząd Polski, by zawarł polityczne porozumienie ze Stalinem i
zaakceptował przyszłe istnienie pod sowieckim protektoratem w granicach
okrojonych do tzw. linii Curzona, obiecując w zamian za utracone Kresy
załatwić nam rekompensatę na zachodzie. Żaden z polskich przywódców nie
był jednak zdolny do pójścia w kwestii suwerenności i terytorium państwa
na jakiekolwiek ustępstwa. (W końcu to o nie rozpoczęliśmy wojnę,
stanowczo odrzucając nieporównanie mniejsze żądania Hitlera.)

Intensywna, antypolska propaganda w prasie Anglii i USA nie byłaby
możliwa bez przyzwolenia rządów tych krajów, które zapewne liczyły na
to, że zmiękczy ona nasz upór - jednak wytyczne do niej dawał bez
wątpienia Stalin przez swą rozbudowaną na Zachodzie agenturę wpływu.
Była ona skuteczna, bo brzmiała dla zachodnich elit bardzo
prawdopodobnie. Oskarżano bowiem władze polskie o to, co rozsądek
polityczny nakazywał im w zaistniałej sytuacji robić, i co na pewno
robiliby na ich miejscu politycy pokroju Stalina czy Churchilla.

Logika polityczna nie pozostawiała bowiem wątpliwości. Polacy mieli
tylko dwie opcje: negocjować z Sowietami kapitulację albo walczyć z
nimi, a to oznaczało de facto współdziałanie z Niemcami. Negocjować ze
Stalinem, mimo zachęt, nacisków i oferowanego pośrednictwa, nie chcieli,
więc wniosek był oczywisty. Opcja taka, iż rząd polski po prostu nie ma
żadnego pomysłu, nic nie rozumie i liczy na cud oraz na honor zachodnich
sojuszników, i że sam kieruje się honorem oraz wojowniczymi nastrojami
polskiego społeczeństwa, przez nikogo przy zdrowych zmysłach nie mogła
być brana pod uwagę.

Czego obawiał się z naszej strony Stalin i o co podejrzewali Polaków
alianci zachodni? Skoro Polska odrzucała polityczny realizm, czyli nie
chciała dobrowolnie oddać ZSSR połowy przedwojennego terytorium i stać
się jego satelitą, oznaczało to, że postanowiła, tak jak przez większość
swej nowożytnej historii, walczyć z rosyjska okupacją, licząc na
polityczne "nowe rozdanie", gdy po zwycięstwie nad Niemcami powrócą
rozbieżności pomiędzy Zachodem a ZSSR. Co na aktualnym etapie wojny
czyniło polskie interesy częściowo zbieżnymi z niemieckimi. Co
usprawiedliwiało podjęcie skrytych, ale stanowczych kroków przeciwko Polsce.

Poza kampanią potępiającą "prywatną wojne z Rosją", prowadzoną jakoby
przez polski rząd, alianci zachodni - oczywiście pod pretekstem warunków
obiektywnych, złej pogody etc. - ograniczyli do minimum pomoc dla
polskiego podziemia, zgadzając się ze Stalinem i w tym, że broń
dostarczana Polakom posłuży im do walki z Armią Czerwoną na jej tyłach,
opóźniając oczekiwane przez Zachód wyeliminowanie z wojny Niemiec.
Jedynie w czasie poprzedzającym inwazję w Normandii zrzucono do Polski
nieco więcej zaopatrzenia i cichociemnych, licząc, że odciągniemy
niemiecką uwagę od frontu zachodniego.

Trudno dziwić się ówczesnym analitykom. Po Teheranie i Katyniu każdy
odpowiedzialny polski rząd powinien, w imię żywotnych polskich
interesów, wygasić w kraju walkę z Niemcami, ograniczając ją do ochrony
ludności cywilnej. W sposób oczywisty narzucało się zawarcie z Niemcami,
na poziomie np. wywiadowczym, cichego porozumienia, na mocy którego AK
powstrzymałaby się od ataku na niemieckie zaplecze, a Niemcy w zamian -
od eksterminowania Polaków. Oczywistym interesem Polski było w tej
sytuacji powstrzymanie się od sabotowania frontu wschodniego, aby obaj
nasi wrogowie wykrwawiali się tam wzajemnie jak najdłużej.

Polska partyzantka natomiast powinna była skupić się na likwidowaniu
komunistycznej agentury w kraju: PPR, Polskiego Batalionu Specjalnego
NKWD oraz tzw. Gwardii Ludowej, ze względów polityki międzynarodowej
najlepiej oczywiście rękami Niemców - tak, jak to robili komuniści,
rozpracowując i denuncjując na gestapo struktury Armii Krajowej, w tym
m.in. jej komendanta głównego, "Grota" Roweckiego.

Zarzuty kierowanej z Moskwy propagandy i przekonanie o ich prawdziwości
usprawiedliwiały w oczach Zachodu, jako obiektywną wojenną konieczność,
eksterminowanie na zajmowanych przez ZSSR terenach polskich podległej
rządowi londyńskiemu partyzantki. Ale stawiała je nie tylko propaganda.

Te same zarzuty usłyszało tuż po wojnie, i - po "udowodnieniu" winy - w
pokazowym procesie moskiewskim skazanych za rzekomą współpracę z
Niemcami zostało szesnastu przywódców podziemnego państwa polskiego.
Sowieci zresztą demonstracyjnie zrobili to w chwili, gdy były premier RP
Stanisław Mikołajczyk przybył do Moskwy prowadzić tam wymuszone przez
aliantów negocjacje o stworzeniu dla Polski podporządkowanego Stalinowi
"rządu jedności narodowej", aby go tym bardziej przeczołgać. Pod tymi
samymi zarzutami, "udowadnianymi" wiadomymi metodami w ubeckich
katowniach, skazywani byli też i mordowani oficerowie i żołnierze
polskiego podziemia aż do połowy lat pięćdziesiątych, później po cichu
rehabilitowani w indywidualnych procesach.

Nie miał oczywiście, bo wobec sytuacji geostrategicznej nie mógł mieć
znaczenia fakt, iż polscy przywódcy do samego końca dochowywali
lojalności swym sojuszniczym zobowiązaniom oraz trzymali się stanu
prawnego, zgodnie z którym Polska nie znajdowała się w stanie wojny z
ZSSR, atak dokonany 17 września 1939 był "wkroczeniem" mającym na celu
ochronę ludności polskiej przed Niemcami, a oczywiste zbrodnie sowieckie
na Polakach oficjalnie nie miały miejsca. Z tego samego powodu polskie
Państwo Podziemne nie prowadziło żadnych zorganizowanych akcji przeciwko
komunistycznej agenturze.

Nie do końca jest prawdą, że polski rząd nie miał żadnego pomysłu. Miał,
tylko że był to pomysł krańcowo naiwny. Nadal realizowaliśmy
naszkicowaną przez generała Sikorskiego koncepcję "kapitału krwi",
zakładająca, że po pokonaniu Niemiec państwa koalicji antyhitlerowskiej
wynagrodzone zostaną w proporcji do wysiłku włożonego w wojnę,
mierzonego poniesionymi ofiarami. Polacy starali się więc wzmożonym
wysiłkiem i spektakularną ofiarnością (Monte Cassino) przekonać
sojuszników, że ich oskarżenia o wycofywanie się Polski z walki z
Niemcami są bezpodstawne. Do tych samych argumentów odwoływali się także
inicjatorzy powstania w Warszawie. Krańcowe poświęcenie okazane w walce
z Niemcami miało wzruszyć zachodnią opinię publiczną i skłonić zachodnie
rządy, żeby jakoś wzięły nas w obronę przed Sowietami.

Poza tym nie mieliśmy wtedy żadnego przywódcy tej miary, by odważyłby
się otwarcie przeciwstawić nastrojom panującym wśród Polaków. A po
wszystkich zbrodniach hitlerowskich w okupowanym kraju,
nieporównywalnych z tym, co działo się w państwach, które stworzyły
rządy kolaboracyjne i nie szafowały dzień po dniu krwią narodu wedle
zasady "twierdzą nam będzie każdy próg", dominowała powszechna żądzą
odwetu na Niemcach.

Hitler zaatakował nas jawnie, głosząc hasło biologicznej likwidacji
Polaków, i mordował demonstracyjnie, chwaląc się zbrodniami w
przekonaniu, że złamie w ten sposób wolę oporu. Stalin "wkroczył"
głosząc, że nam pomaga, a wywożąc i mordując Polaków setkami tysięcy
dbał o okrycie swych zbrodni szczelną zmową milczenia, przy każdym
pytaniu o los zaginionych w Rosji obrażając się i grożąc nieobliczalnymi
konsekwencjami dla koalicji (z tego powodu np. uciekinierzy z Rosji,
przyprowadzeni przez Andersa, mieli surowy nakaz utrzymania tego, co
spotkało ich w Rosji, w tajemnicy przed rodakami, którzy z okupacją
sowiecką się nie zetknęli, a polskie gazety były pod tym względem
cenzurowane).

To określało świadomość przeciętnego Polaka zarówno na emigracji, jak i
w kraju, który zbrodnie niemieckie widział codziennie, a o sowieckich
dowiadywał się tylko z "gadzinowej", kontrolowanej przez Niemców prasy.

Z kolei, by poprawić postrzeganie Polski przez "sojusznika naszych
sojuszników" i zademonstrować mu dobrą wolę, podjęto akcję "Burza",
nakazując Armii Krajowej i strukturom państwa podziemnego na obszarach
zajmowanych przez Armię Czerwoną udzielanie jej zbrojnej pomocy przez
atak na tyły niemieckie, połączony z całkowitą dekonspiracją i
ujawnieniem "wyzwolicielom" wszystkich struktur. Dowódcom i
przedstawicielom cywilnym Delegatury Rządów nakazano witanie
wkraczających "w roli gospodarzy". Pierwsze doświadczenia akcja "Burza"
przyniosła na Wołyniu - wszyscy "witający" zostali przez sowietów
aresztowani i wywiezieni w nieznanym kierunku (do dziś miejsca ich kaźni
i pochówku nie są znane), odziały AK rozbrojone i częściowo wymordowane
na miejscu, częściowo wywiezione - incydentalnie część szeregowców
wcielano do tzw. ludowego wojska względnie bezpośrednio do Amii
Czerwonej. Wiedząc o tym, Komenda Główna AK ponowiła rozkaz do wykonania
"Burzy" na Wileńszczyźnie, potem w Małopolsce Wschodniej, na
Lubelszczyźnie - wszędzie z takim samym skutkiem.

W ten sposób, wyjąwszy kilka oddziałów, których dowódcy łamiąc
dyscyplinę wojskową odmówili wykonania rozkazu, budząca taki niepokój
Stalina AK na większości obszaru kraju praktycznie przestała istnieć
jako zorganizowana siła - w lesie pozostały jej rozproszone szczątki,
dając początek drugiej konspiracji, zwanej dziś "żołnierzami wyklętymi".

Wyciągając doświadczenia z "Burzy" i zdając sobie sprawę z ewentualnych
problemów ze spacyfikowaniem Warszawy, Stalin szczególnie wzmógł
intensywność propagandowych oskarżeń w chwili zbliżania się wojsk
sowieckich do Wisły. Komunistyczna polskojęzyczna prasa oraz radiostacja
"Kościuszko" nieustannie wzywały ludność Generalnej Guberni do powstania
i odwetu na Niemcach, przypominając wszystkie ich zbrodnie, a także
zasypywały ją filipikami przeciwko "faszystowsko-sanacyjnej
hitlerowskiej klice londyńskiej" oraz jej "sanacyjno-faszystowskiej"
Armii Krajowej, która "stoi z bronią u nogi" i zdradziecko kuma się z
Hitlerem, podczas gdy naród pod przewodem PPR i GL w bratnim sojuszu ze
zwycięska Armią Czerwoną... i tak dalej.

Pułapka zastawiona przez Stalina i Zachód była prosta i nawet niektórzy
politycy w Londynie zdawali sobie z niej sprawę. Jeśli w Warszawie nie
wybuchnie powstanie, a oddziały AK wyjdą z miasta, to Sowieci w chwili
wkroczenia nakażą demonstrację zbrojną swojej komunistycznej
partyzantce, nazwą to wyzwolicielskim powstaniem ludowym i przed całym
światem ogłoszą niezbity dowód, że, jak to od dawna wszyscy
podejrzewali, faszystowski rząd w Londynie i AK po cichu współpracują z
Niemcami. Jeśli natomiast Londyn i AK dadzą hasło do przeprowadzenia
"Burzy" także w stolicy, to Armia Czerwona wskutek skomplikowanej
sytuacji operacyjnej i konieczności podciągnięcia odwodów będzie
zmuszona wstrzymać ofensywę na czas potrzebny Niemcom do pacyfikacji
miasta i po zajęciu ruin dorżnie ewentualnie pozostające tam niedobitki.

Wobec takiego dylematu w Londynie postanowiono nie podejmować żadnej
decyzji, de facto cedując ją na lokalnych dowódców w Warszawie. Wódz
naczelny, Kazimierz Sosnkowski, zalecił, by powstania nie rozpoczynać, i
z tym zaleceniem wysłano jako kuriera do kraju Jana
Nowaka-Jeziorańskiego, który jednak, jak sam wspominał, na miejscu
poddał się ogólnemu entuzjazmowi i stwierdził, że powstanie wybuchnąć
musi, bo zbyt długo się do niego przygotowywano i nie tylko żołnierze,
ale cała ludność oczekuje odwetu na Niemcach.

Daty wybuchu powstania, wyznaczonego na godz. 17.00 1 sierpnia 1944 roku
nie udało się utrzymać w tajemnicy. Niemcy przygotowali się do niego
doskonale, zajmując i fortyfikując wszystkie strategiczne punkty w
mieście. Nie udało się także dozbroić oddziałów szturmowych, których
wyposażenie było symboliczne - generał Chruściel poradził żołnierzom,
żeby kto nie ma broni brał "siekierę, łom albo kamień" i zdobył ją na wrogu.

Wieczorem 1 sierpnia nie było już wątpliwości, że próba powstania
zakończyła się masakrą pierwszego rzutu, żadnego z wyznaczonych celów
natarcia nie udało się zrealizować, a straty przekraczają najgorsze
obawy. Zgodnie z planem, należało w tej sytuacji oderwać się od
nieprzyjaciela i wyprowadzić pozostałe siły z miasta, co komendanci
poszczególnych okręgów zaczęli robić, a komendant Żoliborza zdołał nawet
wykonać całkowicie. Komenda Główna nakazała jednak kontynuować
Powstanie, mimo braku szans, sił i perspektyw, motywując to potrzebą
zademonstrowania światu niezłomnej polskiej woli walki.

Ponieważ Stalin odmówił samolotom zachodnich aliantów korzystania z
lotnisk i tankowania w zajętej przez Sowietów strefie, możliwości zrzutu
broni dla Powstania z Zachodu były czysto symboliczne - niemniej, sam
Stalin, mimo ogłoszenia powstania akcją wymierzoną przeciwko ZSSR,
zadbał, aby trawiący Warszawę płomień nie wygasł za wcześnie, podsycając
go ograniczonymi zrzutami broni i samobójczym desantem części 1 Dywizji
LWP. (Desant ten przedstawiano potem jako rzekomą samowolę dowódcy
dywizji, Berlinga - jest to oczywisty fałsz, dywizja nie miała w ogóle
środków przeprawowych, przydzieliło je dowództwo sowieckie.)

Niemcy likwidowali otoczone i podzielone ich pozycjami miasto dzielnica
po dzielnicy, wykorzystując brak koordynacji działań i słabość powstańców.

Prowadzona z bezprzykładnym bohaterstwem, beznadziejna walka trwała 63
dni, do wyczerpania ostatnich możliwości oporu. Rozmiary oczekiwanego
odwetu określa liczba strat niemieckich, według różnych szacunków, od
tysiąca do 1,5 tysiąca żołnierzy i esesmanów. Straty powstańców wyniosły
od 15 do 18 tysięcy zabitych, zginęło też ok. 180 tysięcy cywilnych
mieszkańców miasta, z czego co najmniej 50 tysięcy wymordowanych w
ramach wielkich akcji eksterminacyjnych (m.in. "rzeź Woli"). Pół miliona
ocalałych cywili wypędzono. Historyczna stolica Polski uległa prawie
całkowitemu zniszczeniu wraz z zabytkami i skarbami kultury narodowej -
ocalałe resztki zniszczyli po 1945 roku komuniści w ramach tzw. odbudowy
miasta, wyburzając resztki "burżuazyjnej" zabudowy pod nowe,
stalinowskie założenia architektoniczne.

Jeszcze w trakcie Powstania Wódz Naczelny, generał Sosnkowski pozwolił
sobie w okolicznościowym rozkazie uczynić aluzję do dwuznacznej roli
sojuszników, którzy w roku 1939 popchnęli nas do wojny z Niemcami. Pod
naciskiem brytyjskim został za to zmuszony do dymisji. W listopadzie
1944 na znak protestu podali się do dymisji także prezydent Raczkiewicz
i premier Mikołajczyk. Ten drugi zgodził się jednak - na mocy prywatnej
umowy z Churchillem, bez formalnej legitymizacji polskiej - uczestniczyć
w "rządzie jedności narodowej", gdzie odgrywał rolę legitymizującej
komunistów kukiełki, by w końcu w 1947 roku uciec z kraju, pozostawiając
działaczy swojego Polskiego Stronnictwa Ludowego na pastwę UB.

Armię Krajową, przetrzebioną, zdezorganizowaną i w zdekonspirowaną,
Leopold Okulicki rozwiązał rozkazem ze stycznia 1945. Resztki podziemia
zbrojnego przetrwały w formie zorganizowanej do roku 1949, po
zakończeniu wojny wspierane finansowo i logistycznie przez wywiady USA i
Wielkiej Brytanii oraz mamione przez nie zapewnieniami, iż oczekiwany
konflikt zbrojny między ZSSR a Zachodem jest nieuchronny i bliski.

Polska utraciła w II wojnie światowej 12 proc. obywateli - nieporównanie
więcej niż którekolwiek z innych biorących w niej udział państw.
Zwycięskie mocarstwa, ustalając powojennym porządek, nie wzięły pod
uwagę "kapitału krwi" i potraktowały nas dokładnie tak samo, jak
pozostałe państwa regionu, walczące po stronie Hitlera lub nie biorące
udziału w konflikcie.

Powstanie Warszawskie pozostaje do dziś epizodem historii praktycznie
nieznanym na Zachodzie i notorycznie mylone jest z rozpaczliwą próbą
stawienia zbrojnego oporu podjętą przez Żydów przeciwko likwidacji
warszawskiego getta w 1943.

Tak wyglądają w największym skrócie fakty dotyczące rocznicy obchodzonej
z roku na rok coraz huczniej i coraz bardziej ustawianej w centrum
polskiej narracji historycznej jako wzorzec dla przyszłych pokoleń.
Staram się nie dodawać do nich żadnego komentarza. Wnioski pozostawiam
czytelnikom.


Czytaj więcej na
http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-pulapka-1944,nId,2246909#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
J.F.
2016-08-12 19:06:45 UTC
Permalink
Raw Message
Post by Smok Eustachy
Wszystkie związane ze śmiercią Sikorskiego archiwalia brytyjskie, a
także bezprawnie przejęte przez Brytyjczyków dotyczące jej dokumenty
wytworzone przez rząd i wywiad polski, zostały decyzją brytyjskiego
rządu utajnione na 50 lat, o po upływie tego terminu - na kolejnych 50 lat.
A tak swoja droga - co tam jest w tych archiwaliach, ze musieli dalej
utajniac ?
Brytyjski plan zamachu czy co ?

J.
Robert Tomasik
2016-08-12 21:57:53 UTC
Permalink
Raw Message
Post by J.F.
Post by Smok Eustachy
Wszystkie związane ze śmiercią Sikorskiego archiwalia brytyjskie, a
także bezprawnie przejęte przez Brytyjczyków dotyczące jej dokumenty
wytworzone przez rząd i wywiad polski, zostały decyzją brytyjskiego
rządu utajnione na 50 lat, o po upływie tego terminu - na kolejnych 50 lat.
A tak swoja droga - co tam jest w tych archiwaliach, ze musieli dalej
utajniac ?
Brytyjski plan zamachu czy co ?
Ponieważ są tajne, to nikt nie wie. To nie Polska, że im coś bardziej
tajne, to szybciej dziennikarze się dowiedzą. :-)
J.F.
2016-08-12 22:13:58 UTC
Permalink
Raw Message
Post by Robert Tomasik
Post by J.F.
Post by Smok Eustachy
Wszystkie związane ze śmiercią Sikorskiego archiwalia brytyjskie, a
także bezprawnie przejęte przez Brytyjczyków dotyczące jej dokumenty
wytworzone przez rząd i wywiad polski, zostały decyzją brytyjskiego
rządu utajnione na 50 lat, o po upływie tego terminu - na kolejnych 50 lat.
A tak swoja droga - co tam jest w tych archiwaliach, ze musieli dalej
utajniac ?
Brytyjski plan zamachu czy co ?
Ponieważ są tajne, to nikt nie wie.
Ale co by tam moglo byc tak tajnego, ze wymagajacego dalszego ukrycia?
Rozkaz zamachu ?
Jesli to takie kompromitujace Brytyjczykow, to czemu nie spala ?
Post by Robert Tomasik
To nie Polska, że im coś bardziej
tajne, to szybciej dziennikarze się dowiedzą. :-)
Ale czasem bywa smiesznie - Enigma, w Polsce ksiazke mozna kupic z
opisana historia, film obejrzec, a u nich slowa pisnac nie wolno, bo
to panie scisle tajne i nikt tego nie odwolal ...

J.

Loading...