Discussion:
Przyszła pora, aby upublicznić kilka spraw
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
mkarwan
2016-04-26 16:11:05 UTC
Permalink
Raw Message
- pisze na swoim profilu na facebooku Artur Wosztyl, pilot rządowego
JAKA-40, który wylądował w Smoleńsku.
Publikujemy CAŁY wpis pilota:

Dla tych, którzy nie znali, nie interesowali się, krótki opis tego jak to
wyglądało z drugiej strony. Życzę udanej lektury.

Wielokrotnie z mediów docierają informacje, które nie licują z przeciętną
inteligencją zwykłego Polaka o faktach, czy też tezach dotyczących
najfatalniejszej w skutkach tragedii, która dotknęła nas Wszystkich w dniu
10.04.2010r., a tym samym zgorszony jestem postawą czołowych polityków,
którzy z jednej strony stoją na straży informacji zawartych w rządowym
dokumencie, który tworzony był przez ludzi z tytułami naukowymi, a po
którego opublikowaniu ujawniono nieprawidłowości, które można nazwać
"kłamstwem" (ekspertyza IES, a słowa przypisane Ś.P. gen. A. Błasikowi,
które w rzeczywistości były słowami II pilota Ś. P. ppłk. R. Grzywny), czy
CLKP, a z drugiej strony dyskryminują naukowców, którzy zadają wyjątkowo
niewygodne pytania dotyczące wątpliwości co do znacznej liczby hipotez
zawartych w oficjalnym raporcie.

Mój ogromny dystans do "faktycznych ustaleń" Komisji Millera bierze się
stąd, iż byłem pilotem, dowódcą załogi lądującego o godz. 07:15 czasu
Warszawskiego samolotu w Smoleńsku przed wspomnianą tragedią z 10.04.2010r.
Osobiście dostrzegam wiele niezgodności z tym co zostało zapisane w
oficjalnej wersji, co miało potwierdzać winę pilotów rządowego Tu-154M, a
jednocześnie zauważam bezpardonową walkę klasy politycznej ściśle związanej
ze stroną rządową w celu obrony zawartych tam tez z jednoczesną próbą
ośmieszenia pracy ludzi, którzy zajęli stanowisko mówiące o tym, że jest
wiele nieścisłości tam umieszczonych, a zadawane pytania z ich strony
pozostają bez odpowiedzi.
Na swoim przykładzie pragnę pokazać niezrozumiałe działanie Komisji Millera.

Moje lądowanie odbyło się w dniu 10.04.2010 r na lotnisku w Smoleńsku, przy
szybko pogarszającej się widzialności, która z 4000 m w ciągu kilku minut
spadła do 1500m podanej przez kontrolera i przy której odbyło się lądowanie.
Jednocześnie ten kontroler, ani jeden raz, nie wspomniał podczas całej
korespondencji o obecności chmur, a tym samym podstawie i wielkości
zachmurzenia.
Lądowanie wykonałem według podejścia wg Uproszczonego Systemu Lądowania
(USL) na dwie radiolatarnie.
Możliwe było również podejście na dwie radiolatarnie połączone z
radiolokacyjnym systemem lądowania (RSL) przy widzialności 1000m, ponieważ
moje minimum, jak i lotniska wynosiło 100m podstawy chmur z widzialnością
1000m.
Decyzję o zniżaniu się poniżej wysokości decyzji i lądowaniu podjąłem po
uzyskaniu kontaktu wzrokowego ze światłami podejścia i ziemią zanim samolot
osiągnął wysokość minimalnego zniżania dla tego lotniska równą 100m nad
poziomem lotniska przed osiągnięciem pozycji na ścieżce nad BRL (Bliższa
Radiolatarnia, która oddalona była od progu pasa 1100m).

Z przyczyn jedynie znanych członkom Komisji Millera, w maju 2010r. na
polecenie Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów MON (płk M. Grochowski)
przysłano polecenie do Dowództwa Sił Powietrznych w którym zlecono
sprawdzenie lądowania samolotu Jak-40.
Dowódca Sił powietrznych gen. L. Majewski powołał taką komisję do badania
incydentów na czele której stanął ppłk J. Jarmuła.
Po przesłuchaniach załogi samolotu Jak-40, osób funkcyjnych będącymi w tym
dniu DKL-ami (Dyżurnymi Kierownikami Lotów) i zbadaniu wszystkich dostępnych
dowodów komisja ustaliła, że nie dopatrzyła się złamania RL-2006 (Regulaminu
lotów), ani przepisów lotniczych, co zostało przedstawione przez rzecznika
prasowego DSP ppłk. R. Kupracza w dniu 10.06.2010r., co podało PAP w
krótkiej informacji.

Miesiąc później ppłk. Jarmuła w rozmowie ze mną potwierdził, że orzeczenie
komisji badającej lądowanie samolotu Jak-40 w Smoleńsku z dziennikarzami
oczyszcza załogę ze wszelkich zarzutów dotyczących lądowania ponizej
warunków minimalnych (oskarżono mnie o lądowanie przy podstawie poniżej 60m
i widzialności ponizej 1000m), ale orzeczenie od miesiąca leży w szufladzie,
a gen. Majewski nie ma czasu, aby podpisać owe orzeczenie odrzucające zarzut
wykonania lądowania z naruszeniem prawa, dlatego też czeka, aż Pan generał
znajdzie dla niego czas.

W międzyczasie trwała bezpardonowa nagonka mediów związanych z rządem na
załogę Jaka-40, która utrwalała przekonanie w społeczeństwie, że lądowanie
odbyło się bez zachowania elementarnych zasad bezpieczeństwa.
Proszę sobie wyobrazić, jak wielka była moja frustracja, gdy z jednej strony
media kreują już samoistną tezę, że winny jestem śmierci 96 osób, gdy nikt
ze strony wojskowej nie stanął w obronie żołnierzy - mam tutaj na myśli
Rzecznika Prasowego DSP, który nabrał wody w usta i nie próbował
sprostowywać informacji zawartych w doniesieniach medialnych i gen. L.
Majewskiego, który jako dowódca SP wydał zakaz wypowiadania się na temat
samej katastrofy i spraw z nią związanymi, a jednocześnie kreowana pomoc
psychologiczna osobom jej potrzebującym staje się fikcją.

W październiku zadzwonił do mnie jeden z członków KBI badającej moje
lądowanie kpt. P. Kotłowski i poprosił mnie, abym opowiedział mu raz jeszcze
jak wyglądało moje lądowanie.
Po krótkiej rozmowie skwitował to stwierdzeniem, że:

Z czegoś takiego każdy prawnik Ciebie wybroni.

Zdziwiły mnie jego słowa, ale nie miałem okazji zapytać się co miał na
myśli, ponieważ szybko się rozłączył.

23.12.2010r. po godzinie 16:00 przychodzi faks z DSP do 36 SPLT podpisany
przez gen. Majewskiego w którym jest napisane, aby wyciągnąć wnioski
dyscyplinarne od załogi Jak-40 lądującego w Smoleńsku przed katastrofą.
W dniu 24.12. z samego rana zostaję wezwany przez dowódcę jednostki płk. M.
Jemielniaka na rozmowę w tej sprawie.
Proszę o zapoznanie się z kartą incydentu na którą się powoływano, dostaję
odpowiedź, że będę mógł się z nią zapoznać po Świętach Bożego Narodzenia.

W pierwszy dzień po świętach jestem wezwany ponownie i pokazano mi do wglądu
dokumentację, która orzeka, że załoga złamała prawo świadomie lądując
poniżej warunków minimalnych narażając tym samym pasażerów i sprzęt lotniczy
i klasyfikuje ten czyn jako błędna organizacja szkolenia (O), a nie czynnik
ludzki.
Zapoznając się z treścią tej karty wzrasta we mnie przekonanie, że jest to
działanie zaplanowane i mające wpłynąć na dalsze działania, które takim
orzeczeniem mają być potwierdzeniem tez, które są wieszczone przez media.
Wprost mówiąc, odniosłem przekonanie, że wskazując winę pilotów samolotu
Jak-40 i udowadniając ją, nikt wówczas nie będzie próbował podważyć kwestii
chęci wykonania zadania "za wszelką cenę" przez tragicznie zmarłą załogę
samolotu Tu-154M.
W tym momencie zgłaszam płk. Jemielniakowi chęć natychmiastowego odwołania
się od tego orzeczenia komisji, dostaję jednak polecenie, aby zaczekać do
04.01.2011r., kiedy to ta karta incydentu zostanie oficjalnie odczytana.

Tutaj następuje kulminacja całej sytuacji, którą opiszę szczegółowo.

4.01.2011r. do jednostki przyjeżdża płk Kowalczyk szef BL przy DSP, ppłk
Jarmuła przewodniczący komisji badającej lądowanie Jaka-40 oraz ppłk Purwin
z CHSZRP.
Ppłk Jarmuła prosi zgromadzonych, aby Ci wynieśli wszystkie urządzenia
elektroniczne, ponieważ poruszane sprawy na tym spotkaniu dotyczą również
trwającej w toku sprawy katastrofy samolotu Tu-154M.
Co najciekawsze, dokument dostał klauzulę "JAWNE".
Wszyscy opuszczają salę odpraw i wracają po kilkuminutowej przerwie.
Pomimo iż wielokrotnie zapoznawałem się z tą kartą, to sposób w jaki była
odczytywana, intonacja głosu ppłk. Jarmuły spowodowało, że podnoszę rękę,
aby w trakcie odczytu na chwilę się zatrzymano i wyjaśniono skąd wzięły się
takie niedorzeczności w karcie incydentu.
Usłyszałem wówczas od ppłk Jarmuły "Panie Arturze, proszę poczekać. Doczytam
do końca i będzie Pan mógł zadać pytania".
Sytuacja powtórzyła się jeszcze raz i usłyszałem to samo.
Po zakończonym odczycie zadałem trzy pytania dotyczące karty incydentu.

Pierwsze skierowane do ppłk Jarmuły:

Panie pułkowniku, proszę podać jakie warunki panowały w Smoleńsku o godzinie
05:06 i 05:26 UTC.

Przypominam, że moje lądowanie odbyło się około 05:15 UTC (odpowiednio 07:06
i 07:26, a także 07:15 czasu Warszawskiego).

Zaczął wertować kartę incydentu.
Wówczas dodałem:

Panie pułkowniku, załącznik nr 1.
Wiem, ponieważ miałem okazję zapoznać się z dokumentacją.

Odnajduje załącznik.
Jest mocno zaskoczony co tam jest napisane, czyta marszcząc czoło i pyta się
mnie przy wszystkich:

Panie poruczniku, czy Pan wie z jakiego lotniska są te dane?

Wówczas odpowiedziałem:

Tak Panie pułkowniku, z lotniska Smoleńsk północny, gdzie wykonywałem loty w
dniu 07 i 10.04.2010r.
Proszę przeczytać warunki meteorologiczne z godziny 5.06 UTC.

Były to warunki meteorologiczne odnotowane przez meteorologa dyżurującego
tego dnia w lotniskowym biurze meteorologicznym mierzone 9 minut przed moim
lądowaniem.

Pułkownik czyta warunki z godziny 05:06 UTC:

Zachmurzenie 6/10 o podstawie 150m i widzialność 2000m.

Poprosiłem, aby przeczytał warunki odnotowane o godzinie 05:26, czyli 11
minut po moim lądowaniu.
Pułkownik zaczyna czytać:

Zachmurzenie 10/10 o podstawie 100m i widzialność 1000m.

Zaznaczam, że jeszcze przy tych warunkach mogłem wykonać lądowanie na
lotnisku zgodnie z prawem i poziomem wyszkolenia.
Zadałem retoryczne pytanie:

Gdzie jest tam napisane, że podstawa wynosiła 60m?

Swój wzrok skierowałem na ppłk. Purwina i zapytałem:

Panie pułkowniku, twierdzi Pan że lądowałem przy podstawie 60m i niższej.
Proszę mi powiedzieć jaka była wartość zachmurzenia na tej wysokości?

Dłuższą chwilę czekałem na odpowiedź, jednak jej nie uzyskałem.

Zadałem trzecie pytanie skierowane do całej komisji:

Nie chodzi tutaj już tylko o mnie i moją załogę, ale o wszystkich na tej
sali, którzy będą wykonywać loty na statkach powietrznych.
Proszę mi powiedzieć dlaczego osoba, która pilotuje samolot, śmigłowiec nie
miałaby podjąć decyzji o kontynuowaniu podejścia do lądowania jeżeli zanim
osiągnie wysokość decyzji ma pewny kontakt wzrokowy ze światłami DS. i
ziemią?

W tym momencie wstał milczący cały czas ppłk. Purwin i rozpoczął swoją
wypowiedź, której ogólny wydźwięk był taki, że:

**Komisja przeprowadziła analizę warunków meteorologicznych panujących w
Smoleńsku w dniu 10.04 i jednoznacznie stwierdziła, że lądowanie odbyło się
przy podstawie 60m i widzialności poniżej kilometra.
Dlatego też nieważne jest co mówi porucznik i nieważne co napisano.
Mogłoby być napisane, że było BCH 10 (bezchmurne niebo i widzialność 10 km),
komisja podjęła decyzję i ta decyzja jest niepodważalna i ostateczna.

Ze zdumienia otworzyłem szerzej oczy.
Kontroler z wieży w dniu 10.04. podał widzialność większą niż 1000m co było
nagrane na magnetofonie Jak-40.
Dyżurny meteorolog zanotował widzialność większą niż 1000m.
Jak można tak mówić przy wszystkich, jak można podważać informacje
meteorologiczne najpierw zmierzone przez radzieckiego meteorologa, który na
miejscu robił pomiary, które później przekazane zostały przez KBWLLP tej
komisji.
Nie spodziewałem się, że najciekawsze jeszcze zostanie powiedziane, ponieważ
wstał Pan płk Kowalczyk i przy wszystkich zaczął omawiać jak powstała
komisja do zbadania lądowania Jaka-40.
Powtórzył cały proces twórczy od "zlecenia" inspektoratu BL dowodzonego
przez płk. Mirosława Grochowskiego, czynnego członka komisji badającej
katastrofę rządowego samolotu Tu-154M, przez pierwsze orzeczenie komisji
uniewinniające załogę, które musiało wylądować w koszu, ponieważ Pan Edmund
Klich wielokrotnie dzwonił do odpowiednich osób w DSP i nalegał, aby sprawa
lądowania została dogłębnie zbadana, co zostało przedstawione w artykule
Pani Klaudii Hatały 01.02.2011r. pod tytułem "Minister sprawiedliwości o
lądowaniu Jaka-40: kontrolerzy popełnili błędy".

Pan płk Kowalczyk przedstawił nieco inaczej słowa, które wypowiedział. E.
Klich we wskazanym wyżej artykule
"przyznał, że dzwonił do odpowiednich osób w dowództwie Sił Powietrznych i
apelował, by dokładnie przebadać lądowanie Jaka-40".
Powiedział wprost:

Początkowo komisja nie dopatrzyła się, aby załoga Jaka-40 złamała zasady
wykonywania lotów, ale zadzwonił do mnie Edmund Klich i powiedział, że
jeżeli nie ukażemy załogi Jaka to strzelimy sobie w stopę.

Dlatego ponownie zbadano sprawę i trwało to tak długo ponieważ do
października czekali na warunki meteorologiczne ze Smoleńska przekazane
przez KBWLLP." (załącznik z warunkami meteorologicznymi o które zapytałem).

Nie wierzyłem własnym uszom.
Jak można powiedzieć coś takiego przy tak licznej grupie ludzi nie poddając
w wątpliwość wyników swojej działalności zawodowej?
Gdzie honor żołnierza Polskiego, kodeks honorowy oficera!?
Wydźwięk dalszej wypowiedzi był taki, że załoga Jak-40 która wylądowała w
Smoleńsku na 1godz. 26 min. przed zdarzeniem nie ma prawa odwołać się od
orzeczenia komisji.
Wstałem wówczas i bezpośrednio zapytałem pułkownika:

Czy to oznacza, że załoga nie ma prawa do odwołania się od orzeczenia
komisji?

Na to płk Kowalczyk odpowiedział podniesionym głosem i tutaj cytuję z góry
przepraszając za sposób wypowiedzi:

Jeżeli uważam, że komisja jest do dupy, że pracowała do dupy, to jak
najbardziej mogę się odwołać.

Szybko odpowiedziałem:

Dziękuję Panie pułkowniku, tylko to chciałem usłyszeć.

Gdy zakończono to przedstawienie, wychodzący z sali płk. Kowalczyk poprosił
mnie, abym razem z nim i innymi mu towarzyszącymi osobami wyszedł.
Zatrzymaliśmy się na korytarzu przed gabinetem dowódcy pułku.
Oprócz mnie był tam jeszcze szef BL jednostki mjr A. Borowy, który zadał ku
mojemu zdziwieniu pytanie płk. Kowalczykowi:

Co to było?
Co wy . wyprawiacie?
Przyjeżdżacie nieprzygotowani, oskarżacie człowieka, że popełnił
przestępstwo, a porucznik wstaje i Was punktuje?

Chwilę później poszedłem z gotowym pismem odwołującym się do Szefa Sztabu
Generalnego WP i złożyłem je w kancelarii niejawnej.
Jeszcze tego samego dnia składają takie pisma członkowie mojej załogi: por.
Rafała Kowaleczo i Ś.P. mł. chor. sztab. Remigiusz Muś.
Początkowo pismo Ś.P. mł. chor. sztab. Musia zostaje odrzucone przez płk.
Mirosława Jemielniaka ponieważ było "za ostre", a były tam przytoczone
wypowiedzi członków KBI, którzy przybyli odczytać kartę incydentu.
Następna, złagodzona wersja została zaakceptowana.

Szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Cieniuch po zaopiniowaniu przez
Inspektorat Bezpieczeństwa Lotów MON podtrzymał zawarte w nim tezy ujęte
przez KBI i pouczono mnie, że od niniejszego rozpatrzenia odwołania
zainteresowanemu nie przysługuje prawo wniesienia odwołania do Ministra
Obrony Narodowej, ani skarga do wojewódzkiego sądu administracyjnego.
W tym momencie dotarło do mnie, że jedyne co mogę zrobić to skontaktować się
z prawnikiem, który od tego momentu zacznie mnie reprezentować, ponieważ sam
już nie byłem w stanie stawić czoła tej jawnej niesprawiedliwości na którą
przyzwolenie dała armia wraz z cywilnym jej nadzorem.

Jednocześnie gen. Majewski składa doniesienie do prokuratury wojskowej na
załogę samolotu Jak-40 o możliwości popełnienia przestępstwa.

Rozkazem gen. Majewskiego odsunięty jestem od wykonywania lotów z
najważniejszymi osobami w państwie.

W trakcie reorganizacji pułku zostaję cofnięty z etatu dowódcy załogi na
etat starszego pilota (II pilota).

Dowiaduję się, że na posiedzeniu ZBL w DSP wydane jest polecenie podległym
komórkom BL w jednostkach lotniczych, aby całą kartę incydentu lądowania
samolotu Jak-40 w Smoleńsku odczytać przy pełnym składzie osobowym, co jest
precedensem w takich sytuacjach.

Płk Jemielniak przekazuje mi informację, że gen. Majewski chce szybko
zakończyć sprawę, a tym samym najlepiej będzie, jeżeli dobrowolnie poddam
się karze.
Odmawiając przyjęcia takiego rozwiązania sprawy, straszony jestem, że gen
Majewski może odsunąć mnie od latania, zabrać mi klasę pilota, a tym samym
część przysługującego mi uposażenia, jednocześnie może "tymczasowo" wysłać
mnie do jakiejś innej jednostki, niewiadomo gdzie, gdzie będę czekał na
zakończenie sprawy.

W efekcie rozwiązania 36 SPLT, pomimo wielokrotnych zapowiedzi, że zostaną
przeprowadzone rozmowy kadrowe, na których każdy dostanie nową propozycję,
ja miałem jedynie jedną, na której dowiedziałem się, że nie ma dla mnie
etatu.

W grudniu przychodzi imienny rozkaz, który nakazuje stawić mi się na
początku stycznia w jednostce w Krakowie, bez żadnych szczegółów jaką
funkcję miałbym tam pełnić.
Z obawy, że ziści się scenariusz wskazany w czasie jednej z rozmów z płk.
Jemielniakiem, że zostanę odsunięty od latania postanowiłem złożyć
wypowiedzenie ze służby zawodowej.
Z dniem 01.02.2012r. zostałem porucznikiem rezerwy - emerytem.

I to wszystko spotkało mnie, ponieważ wykonywałem swoje zadania najlepiej
jak tylko potrafiłem.
To czeka żołnierza zawodowego, który nie oczekuje niczego więcej niż
odrobinę szacunku i słowa dziękuję za swoją ofiarną służbę.

23.02.2015r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa postanawia umorzyć śledztwo z
doniesienia gen. L. Majewskiego w sprawie lądowania Jak-40 w Smoleńsku.
Artur Wosztyl

źródło
http://wpolityce.pl/smolensk/288262-ataki-donosy-zastraszanie-i-walka-z-zolnierzami-tak-niszczono-pilotow-po-1004-poruszajace-swiadectwo-por-wosztyla?strona=1
T***@somewhere.in.the.world
2016-04-26 22:52:52 UTC
Permalink
Raw Message
In article <571f9317$0$651$***@news.neostrada.pl>,
"mkarwan" <***@poczta.onet.pl> wrote:


[...]
Jaki jest powod dla ktorego wkleja pan tutaj te swoje swoje bzdety?
Rozumiem, ze przeczytal pan to wczoraj na pl.rec.lotnictwo i zapragnal
sie tym podzielic na grupie historycznej.

Nieszczesny panie mkarwan, pan jest oblakany. Ale to nic nowego.

Tak czy siak ponizsze slowa sa z panem nierozerwalne:
mkarwan, nieszczesny, antysemita, tchorzliwy, troll, Stalowa Wola,
oblakany, propaganda, mowa, nienawisci, genetyczny, klamca, prowokator,
manipuluje, rznie, glupa, kampania, antyzydowska, donosiciel
--
TA
mkarwan
2016-04-27 08:47:21 UTC
Permalink
Raw Message
Post by T***@somewhere.in.the.world
Nieszczesny panie mkarwan, pan jest oblakany. Ale to nic nowego.
Jeśli Pan jest obłąkany, nie musi oznaczać, że inni też są.
Proszę nie porównywać mnie do siebie, nie każdy jest Panu podobny,
Post by T***@somewhere.in.the.world
mkarwan, nieszczesny, antysemita, tchorzliwy, troll, Stalowa Wola,
oblakany, propaganda, mowa, nienawisci, genetyczny, klamca, prowokator,
manipuluje, rznie, glupa, kampania, antyzydowska, donosiciel
Po raz kolejny ostrzegam Pana, Panie Sadurski, że pisze Pan o mnie nieprawdę
mając na celu pomówienie i znieważenie mnie.
Zgodnie z art. 212 par. 1 i 2 oraz art.216 par.1 i 2 KK. są to czyny
zabronione.
Jako Żyd po raz kolejny Pan świadomie kłamie i łamie prawo.

Gdyby oceniać Żydów tylko na podstawie Pańskiego zachowania można by
napisać, ze Żydzi podobni Panu to kłamcy, chamy i tchórze łamiący prawo.

Loading Image...
Na zdjęciu Marcin Sadurski na tablicy upamiętnijącej Tytusa Chałubińskiego
zasłania nazwisko lekarza.
T***@somewhere.in.the.world
2016-04-30 02:37:24 UTC
Permalink
Raw Message
Post by mkarwan
Post by T***@somewhere.in.the.world
Nieszczesny panie mkarwan, pan jest oblakany. Ale to nic nowego.
Jeśli Pan jest obłąkany, nie musi oznaczać, że inni też są.
Proszę nie porównywać mnie do siebie, nie każdy jest Panu podobny,
Post by T***@somewhere.in.the.world
mkarwan, nieszczesny, antysemita, tchorzliwy, troll, Stalowa Wola,
oblakany, propaganda, mowa, nienawisci, genetyczny, klamca, prowokator,
manipuluje, rznie, glupa, kampania, antyzydowska, donosiciel
Po raz kolejny ostrzegam Pana,
A ja po raz kolejny mowie, ze bardzo chetnie sie z panem spotkam w
sadzie, wiec skoro nie podoba sie panu moja opinia, moze pan mnie smialo
pozwac.
Niestety jest pan tylko tchorzliwym trollem, ktorego bezsensowne grozby
na nikim nie robia wrzenia.
--
TA
mkarwan
2016-04-30 15:23:08 UTC
Permalink
Raw Message
Post by T***@somewhere.in.the.world
Niestety jest pan tylko tchorzliwym trollem, ktorego bezsensowne grozby
na nikim nie robia wrzenia.
Po raz kolejny ostrzegam Pana, Panie Sadurski, że pisze Pan o mnie nieprawdę
mając na celu pomówienie i znieważenie mnie.
Zgodnie z art. 212 par. 1 i 2 oraz art.216 par.1 i 2 KK. są to czyny
zabronione.
Jako Żyd po raz kolejny Pan świadomie kłamie i łamie prawo.

Gdyby oceniać Żydów tylko na podstawie Pańskiego zachowania można by
napisać, ze Żydzi podobni Panu to kłamcy, chamy i tchórze łamiący prawo.

https://lh3.googleusercontent.com/-asWL8yvQEos/Va6QWLcrY2I/AAAAAAAAEUA/Bjifu0o-VVM/s512-Ic42/IMGP9886-1.jpg
Na zdjęciu Marcin Sadurski na tablicy upamiętnijącej Tytusa Chałubińskiego
zasłania nazwisko lekarza.
T***@somewhere.in.the.world
2016-05-01 14:48:10 UTC
Permalink
Raw Message
Post by mkarwan
Post by T***@somewhere.in.the.world
Niestety jest pan tylko tchorzliwym trollem, ktorego bezsensowne grozby
na nikim nie robia wrzenia.
Po raz kolejny ostrzegam Pana,
[...]
A pan znowu swoje.
Cos sie nie podoba? To prosze zlozyc do sadu (oczywiscie pod warunkiem
ze ma pan zdolnosc prawna, w co watpie).

Nieszczesny panie mkarwan, pan jest oblakany. Ale to nic nowego.

Tak czy siak ponizsze slowa sa z panem nierozerwalne:
mkarwan, nieszczesny, antysemita, tchorzliwy, troll, Stalowa Wola,
oblakany, propaganda, mowa, nienawisci, genetyczny, klamca, prowokator,
manipuluje, rznie, glupa, kampania, antyzydowska, donosiciel
--
TA
mkarwan
2016-05-02 12:56:32 UTC
Permalink
Raw Message
Post by T***@somewhere.in.the.world
Nieszczesny panie mkarwan, pan jest oblakany. Ale to nic nowego.
mkarwan, nieszczesny, antysemita, tchorzliwy, troll, Stalowa Wola,
oblakany, propaganda, mowa, nienawisci, genetyczny, klamca, prowokator,
manipuluje, rznie, glupa, kampania, antyzydowska, donosiciel
Po raz kolejny ostrzegam Pana, Panie Sadurski, że pisze Pan o mnie nieprawdę
mając na celu pomówienie i znieważenie mnie.
Zgodnie z art. 212 par. 1 i 2 oraz art.216 par.1 i 2 KK. są to czyny
zabronione.
Jako Żyd po raz kolejny Pan świadomie kłamie i łamie prawo.

Gdyby oceniać Żydów tylko na podstawie Pańskiego zachowania można by
napisać, ze Żydzi podobni Panu to kłamcy, chamy i tchórze łamiący prawo.

https://lh3.googleusercontent.com/-asWL8yvQEos/Va6QWLcrY2I/AAAAAAAAEUA/Bjifu0o-VVM/s512-Ic42/IMGP9886-1.jpg
Na zdjęciu Marcin Sadurski przed tablicą upamiętnijącą Tytusa Chałubińskiego
zasłania nazwisko lekarza.

Loading...